Źle na mnie działa brak swiatłą słonecznego. Nic mi się nie chce. Najchętniej wracałbym z pracy do domu i nie chodziła do stajni. Na okólnikach błoto po kolana, na hali ciasno. Pół hali dla osrodka i szkółki pół hali dla koni prywatnych. Wszyscy jeżdżą w koło mnie i Promyka przemykając jak w kalejdoskopie. Ja w tym wszystkim z koniem na linie , sajgon. Nie jestem w stanie się skupić. Jeszcze dokłada się to moje przygnębienie jesienne i mam poczucie, że nic mi się nie udaje. Wiem, że to przejsciowe, a przynajmniej tak się pocieszam. Nie wsiądę na hali na konia bo on nie znosi tam być i bardzo się płoszy, więc spadałbym jak ulęgałka pod kopyta galopujących w koło koni. Poza tym nie chcę odbierać sobie tej odrobiny pewnosci siebia, którą jeszcze mam. Sajgon, i jeszcze raz sajgon (to moje nowe ulubone okreslenie :))))))) Na dodatek wszyscy w stajni pytają mnie "Kiedy wsiadasz? Ostatnio widziałam jak jeździłas...." itp. I oczywiscie wszyscy są bardzo mili, tylko nie daję rady odpowiadać na te pytania zgodnie z prawdą, bo nie da się wyjasnić w dwóch słowach.
Czuję się przybita, sfalczała, przygnębiona i nie wiem co mam robić. Czy isc do konia czy dać sobie spokój na kilka dni. To ma być przyjemność chodzenie do swojego ukochanego konika, a jeżeli mam taki zły nastrój to może lepiej puścić go z kolegami na padok, pogadać z koleżnakami, zebrać wieczorem, pogłaskać , poprzytulać dać marchweki , zrobić kolację i nie udawać, że to jest dzień zabawy lub nauki.
Mam nadzieję, że to nie tylko ja tak mam.....że inni też mają czasem sapadek formy i mimo, że tak jak ja uwielbiją bawić się ze swoimi końmi to czasem dopada ich przygnębienie...........
1 komentarz:
Nie przejmuj się, ja też mam jeden wielki dół. I też mam sporo takich dni, kiedy mi się nie chce, i wtedy nie forsuję na siłę, siadam sobie na pastwisku, pogapię się trochę, pojadę na rower dla odmiany albo poukładam puzzle z Jaśkiem. To normalne, że fajniej posiedzieć w domu niż wyjść na syf... Ale swoją drogą może poczytaj, poszukaj nowych inspiracji, wymyśl coś ciekawego, co będziesz chciała wypróbować tak bardzo, że nie bedziesz mogła doczekać się następnej wizyty w stajni :) Albo postaw sobie jakiś cel i zacznij do niego dążyć, tylko nie spinaj się za bardzo na osiągnięciu rezultatów w jakimś zadanym czasie, bo na mnie na przyklad działa to deprymująco. Ale cel jako latarnia morska jest cudowny, bardzo motywuje. Pomyśl też o ćwiczeniach dla konia w kategoriach namacalnego celu/punktu dojścia. Strasznie mi sie podobało to, co Klara napisała kiedyś na swoim blogu o zrywaniu jarzębiny z konia! Jak nie jeździsz, to wymyśl coś innego, ale wiesz, o co chodzi, prawda? Ale tak naprawdę we wszystkim, co robimy z pasją, są przypływy i odpływy, to zupełnie naturalne. Ja pozwalam się im unosić, czasem nawet umyślnie odpływam dalej niż zabiera mnie woda. Wtedy wracam z większą energią.
Prześlij komentarz