20 paź 2006

Sezon Nocnych Marków

Uprzejmie donoszę, że sezon Nocnych Marków został rozpoczęty – to był pierwszy tej jesieni teren na który wyjechaliśmy właściwie już po zmroku. Do tej pory standardem były powroty po ciemku, ale tym razem cala wyprawa odbyła się w ciemnościach – czołówkę musiałam zapalić już przy pierwszym kłusie.

Menio generalnie nie wyżyty – przez obowiązki naukowo-pracowe miał labę przez ostatnie dni, wyraźnie czuć było że ma i sile i ochotę. Wybraliśmy się do Małego Lasu. Mały Las w odróżnieniu od Dużego Lasu jest przede wszystkim mały. Po drugie, bardziej skolonializowany – łatwiej się tam natknąć na rowerzystę, świeżą kupę gruzu lub biegające samopas psy. Ale ma tez plusy – przede wszystkim jest bliżej.

Z powodu wspomnianych wcześniej minusów nie byliśmy w Małym Lesie już dłuższy czas, wiec w związku z powyższym, z moim ogólnym zmęczeniem życiem i z zapadającymi egipskimi ciemnościami postanowiliśmy pojechać na stępo-kłusa. Zwiedzić dawno nie odwiedzane zakątki, trochę się popaść i generalnie poszwendać. Uwielbiam PNH właśnie za to, że można pojechać samemu na niewyżytym ruchowo koniu, na kantarze, po ciemku do lasu, tak po prostu na spokojnie. Bez żadnego stresu, że będzie chciał za szybko, że poniesie, że stracę kontrolę.

Popracowaliśmy trochę nad przejściami stęp-kłus-stęp, wymagałam też trochę szybszej niż zwykle reakcji przy odrywaniu się od trawy (naprawdę zupełnie nie wiem co ten mój koń robi na tych lakach przez cały dzień, zawsze jak zabieram go w teren jest głodny po pierwszych 10 metrach. Może to taki klasyczny syndrom „kanapek na wycieczkę”? Jako dziecko zawsze zabierałam się do nich zanim jeszcze ruszył autokar i mama przestała mi machać.)

Natchniona ostatnimi postami Beaty na forum postanowiłam sprawdzić jak mi idzie wyczuwanie nóg mojego konia. Musze przyznać, że w swojej terenowej ignorancji rzadko zwracam uwagę na którą nogę siadam w kłusie. Jasne, że przypominam sobie o tym raz na jakiś czas, ale zdecydowanie nie mogę powiedzieć, żebym miała jakiś super wyuczony nawyk. Ale skoro wymagam od mojego konia, żeby zwracał uwagę na którą nogę galopuje, ja musze sobie zwracać uwagę na którą nogę siadam. Taka czysta wzajemność.

Testy świadomości nogi wypadły chyba dość dobrze, jak na pierwszy raz. W stepie i kłusie doskonale czuje prace przodu. Z tyłem w stępie jest trochę gorzej. To znaczy, dzięki temu, że wiem, jak idzie przód, wiem, jak idzie tył, ale żebym czuła ciałem kiedy dokładnie która noga się właśnie stawia, to chyba nie. Próbowałam pomoc sobie trochę ręką na zadzie, żeby poukładać sobie wszystko w ciele i głowie, ale musze powiedzieć, ze przyniosło to umiarkowany efekt. Chyba lepiej zamknąć oczy i słuchać dosiadem. Tak wiec temat rozpoczęty, rozgrzebany, ale definitywnie nie skończony.

A w ramach testu sprzętu i umiejętności informatycznych kontynuuję nowa tradycję zapoczątkowaną przez Kasię – Mentoś artystyczny, na padoku:

2 komentarze:

Klara od Teo pisze...

Chyba nie umiem wstawić obrazka "z zewnątrz"... A mam taki ulubiony obraz, bardzo na temat, bardzo nocno-markowy: Jean-Baptiste-Camille Corot, Monsieur Pivot on Horseback :-)

Malgosia i Mentos pisze...

Rzeczywiscie, bardzo markowy:)
Ja powinnam pstryknac sobie zdjecie w czolowce i z odblaskami