20 paź 2006

Nie poddaję się :)

Wczoraj najpierw zrobiłam symulację przejazdów od punktu do punktu z ziemi. Tak, tak. Wyraźne cele w postaci niebieskich płacht w dwóch rogach, w trzecim worek, w czwrtym też cos wyraźnego, po srodku żółta piłka. No i tak sobie chodzilismy. Najpierw stępem, prowadzenie ze strefy 2/3, długi odpoczynek w każdym rogu. Potem kłusem to samo. Potem w trakcie przejsć zatrzymania, cofania, ruszania kłusem, stępem. Potem wsiadłam. I ruszylismy. Trochę przepychanek, żeby skupił się na celu a nie na zaparkowanych samochodach, trochę kółek, gdy spływał od ogrodzenia. Ale tylko wtedy, gdy wyraźnie chciał isć w innym kierunku . Bo, gdy szedł w pewnej odległosci od ogrodzenia, ale w kierunku naszego celu i z uwagą skupioną na nim to go nie korygowałam. Starałam się dać mu sznasę, żeby odpowiadał za to o co go proszę. Zbliżając się do jednego z celi wydawało mi się, że wylądujemy nosem o jakies pół metra od niego, ale Promyk tak szedł, szedł a przed samym dojsciem do ogrodzenia odbił w bok i wylądował z nosem na płachcie. Wyczekałam do końca, żeby nie dawć żadnej korekty. Nie było to łatwe. Po ładnym przejsciu od jednego punktu do drugiego, ze skupioną uwagą i w równym tepie, po wielokrotnym przemamlaniu i wielokrotnym ruszaniu nosem płachty podziękowałam i zeszłam. Mam nadzieję, że dobrze robię. Nie mam innego pomysłu. Nie czuję się na tyle dobrze wsiodle, żeby z góry pokazywać mu o co mi chodzi , dlatego zaczynam z ziemi. Przynajmniej będzie wiedział o co mi chodzi.

Zrobiłam temu mojemu konikowi i sobie, niechcący, niezły numer. Wsiadłam, ruszylismy, przeslismy kawałek przyłożyłam łydkę.......a mój koń jak nie wystrzeli w bok!! Stanęłam pytam "koniku, co się stało? oglądam jego bok, bo pomyslałam, że jest skaleczony, albo mocno ugryziony , a ja tego nie zauważyłam. Ale nic nie ma. Głaszczę, dotykam, patrzę, nic. I naglę dotykam przez przypadek swojego buta przy suwaku ( nie miałam sztylp)....... a suwak mam na wysokosci kostki i ...tak odstaje i jest twardy jak ostroga!!!! Ja niechcący wbiłam mu w bok okropnie twardy zamek od suwaka !!! Kochany konik!!! Nie wystrzelił, nie pogalopował przed siebie, nie bryknął.....tylko strasznie szybko, ale spokojnie zareagował na tego nieprzyjemnego jeża.
Wirzę w to głeboko, że ten mój kochany konik dba o mnie, tak jak ja dbam o niego. Nie traktuje mnie jak drapieżnikiem i w związku z tym ,on nie nie zachowuje się jak zwierze uciekające! Przecież mógł ruszyć galopem po przyłożeniu "ostróg" do boków! Mógł wystrzelić w górę katapultując mnie, bo z pewnoscią nie utrzymałabym się w siodle!!! A nie zrobił tego!!! Nie zrobił i dlatego wczorajszą jazdę można uważać za bardzo udaną, mimo, że nie odnieslismy spektakularnego sukcesu podczas jazdy od punktu do punktu :)))))

Brak komentarzy: