Dziś spontaniczna decyzja podczas powrotu z długiego terenu: puściłam Agnieszkę z Siwym przodem, zsiadłam, poczekałam, aż znikną z pola widzenia oddalając się w kierunku domu, poczekałam, aż Czarny się z tym pogodzi i stanie spokojnie z opuszczoną głową nie włażąc na mnie, poczekałam jeszcze trochę, aż sama się oswoję z tą myślą - i wsiadłam. Czarny natychmiast uznał to za sygnał do szybkiego ruchu naprzód. Zgięłam, poczekałam, oddał głowę i... teraz ja powinnam oddać wodze. I nie mogłam. Nie mogłam sobie dać emocjonalnie rady z tym, żeby oddać mu luźne wodze i odpowiedzialność za utrzymywanie stępa. Byłam przerażona wizją szalonego galopu bez rozumu. Czarny się denerwował, ja się denerwowałam mocno go trzymając wygiętego w pół drogi, po głowie kołatało mi się I will never ever release on brace, ale to nie był brace, to była nieuczciwość z mojej strony, wreszcie... otworzyłam dłonie, oddałam i czekałam na tornado! Tornado nie nadeszło. Kilka kroków wysokiego, nabuzowanego stępa, przejście do kłusa, moja ręka ziiiip po wodzy, powoli zamykam, zwolnił, natychmiast oddałam. Zrozumiał. Bardzo energiczny, zdenerwowany nowością stęp, ja bardzo na przodzie, przygotowana na nagły zryw, ale luźne wodze i mocne postanowienie zaufania. Wytrzymał. Peryskopował na wszystkie strony, ale wytrzymał, szedł stępem. Ja też wytrzymałam, nawet wówczas, gdy stęp robił się bardzo wysoki i energiczny - nie reagowałam, dopóki nie przeszedł do kłusa, a on ostatecznie nie przechodził. Zatem kolejne wyzwanie: nie prosto do domu, ale ścieżką do kłusa - dobrze znaną, choć zazwyczaj pokonywaną w drugą stronę - odejście w lewo w las. Brak oporu, bardzo czujnie i w napięciu, ale bez żadnego oporu poszedł we wskazanym kierunku. Byłam zaskoczona tym, jak w całym tym zdenerwowaniu czujnie i posłusznie reagował na wskazywane przeze mnie kierunki. Byłam z niego - z nas - dumna.
Miałam po raz kolejny uczucie wielkiej wygranej, dla nas obojga. "Nie rób tego koniowi, zrób to dla konia". Powoli zaczynam rozumieć, na czym polega piewszy obowiązek jeźdźca i pierwszy obowiązek konia. Nie zachowuj się jak drapieżnik. Nie zachowuj się jak zwierzę uciekające. Bądź partnerem. Naucz się opanowywać swoje emocje. Dziś zwyciężyliśmy oboje.
Zaniosłam mu później owies w wiaderku na pastwisko i z przyjemnością oddałam się protecting our little herd of two. Czarny zajadał w spokoju, a ja krążyłam czujnie wokół niego, odpędzając wirującą liną dwa konie i dwie krowy, które miały ochotę na jego posiłek. Lina czasem świstała groźnie, ale Czarny wiedział, że to nie o niego chodzi, spokojnie przeżuwał, zerkając na mnie czasami. Tak dobrze się z tym czułam. Może dokopię się wreszcie do serdecznych uczuć Czarnego, kto wie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz