W piątek jakoś tak za późno do konia się wybrałam, więc z uwagi na zapadające ciemności postanowiłam zrezygnować z terenu (co innego wracać po ciemku a co innego jechać i wracać) i zająć się trochę pracą z ziemi. Na początek powtórzyliśmy cofania przez drągi (całkiem w porządku), ruszanie, stawanie, kłusowanie i galopowanie synchroniczne (galop totalna porażka – wydawało się już to mieliśmy, może to kwestia za małego roundpenu, bo koń krotki jak nie wiem co…, reszta w porządku), porządku zmiany chodu na linie (w góre faza 1, w dół, jeśli zamknę buzię i nie gwiżdżę, już nie jest tak różowo – czyli kwestia do dalszej pracy). Generalnie tak nam fajnie szło, że postanowiłam zrobić eksperyment i puścić konia na golasa i zrobić CG. Wyszło pięknie. I w jedną i w druga stronę. I nawet zrobiliśmy przejście step/kłus. Miodzio. Po przywołaniu zaskakująco dużo memłania i rozciągania szczęki z wywalaniem ozora włącznie. Czyli temat przemyślany i zapisany.
W sobotę zrobiliśmy miły 3h teren z dwoma końmi. Były i galopy i popasy. Sympatycznie, bezpiecznie i spokojnie. Zupełnie inaczej niż kilka dni temu z nowym koniem.
Dziś dla odmiany czarne chmury odwiodły nas od dłuższej wyprawy i zostaliśmy na placu. Trochę pracy z ziemi i wsiadam żeby rozruszać łapy. Właściwie bez planu – chwile się pokręciliśmy we wszystkich kierunkach, po czym wpadłam na diabelski pomysł wypróbowania czy mogę jeździć bez wodzy. Przywiązałam wodze do siodła, przerzuciłam stringa przez szyje i zaczęliśmy – zatrzymywania i cofania całkiem całkiem. Może bez wielkiej energii, ale grzecznie wykonywanie. Zakręty były chyba bardziej na łydkę niż na stringa. W teren na łysym koniu chyba bym nie pojechała, ale na semi-łysym – w kantarze i z wodzami bezpieczeństwa przywiązanymi do siodła? Chyba w ramach eksperymentu wypróbuję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz