21 paź 2006

Po warsztatach Ride with Your Mind

Byłam tylko na pierwszym dniu i tylko jako słuchacz, ale i tak mam o czym myśleć. Poniżej garść złotych myśli autorstwa prowadzącej warsztaty Elaine Butler, po mojej redakcji, by były bardziej zrozumiałe i po polsku :)

Jeśli nie mamy wyrównanych kości siedzeniowych, to jakakolwiek dalsza praca nad dosiadem będzie jak meblowanie Titanica. Nic z tego, co pieczołowicie ustawiliśmy, nie zostanie na swoim miejscu.

Jeśli masz zbyt dużo wagi w strzemionach, twoje łydki automatycznie idą do przodu, a tułów odchyla się do tyłu i już jesteś w dosiadzie fotelowym. 5 kg twojej wagi na każde strzemię zupełnie wystarczy. Strzemiona to jednak diabelski wynalazek.

W utrzymaniu prawidłowego dosiadu pomaga wyobrażanie sobie, że przód i tył naszego tułowia znajdują się pomiędzy dwiema deskami.

W jeździectwie nie ma żadnego powodu, aby skręcać ciało, pochylać się do przodu, opadać na jedną stronę lub przeprostowywać plecy.

Magia pionowej pozycji tułowia polega na tym, że jeśli ją zachowasz, krótkie konie zyskają energię, a długie przestaną się spieszyć.

Jadąc kłusem anglezowanym wyobraź sobie, że z przodu twego ciała znajduje się sznurek, poprowadzony od obojczyków do kości łonowej. Jego długość powinna pozostać taka sama niezależnie od tego, czy wstajesz, czy siadasz.

Kłus anglezowany składa się z dwóch ruchów: wstajesz i siadasz. Kiedy siadasz (i analogicznie kiedy wstajesz) wszystkie twoje kości siedzeniowe powinny dotknąć siodła w jednym momencie.

W kłusie anglezowanym, niezależnie od tego, czy wstajesz, czy siadasz, kość ogonowa jest zawsze podwinięta pod siebie.

Prawidłowa pozycja w kłusie anglezowanym wymaga sporo pracy ud. Trzeba uważać, by kość łonowa nie była w zbyt mocnym kontakcie z siodłem.

Każde wypchnięcie wychodzi bardzo nisko z pleców.

Ląduj na kieszonkach (tych tylnych w dżinsach)

Ruch tułowia w galopie to ruch od przodu do pionu, a nie od pionu do tyłu.

Galopując po kole patrz na zewnątrz, wewnętrzne ramię w stronę zewnętrznego ucha konia.

Przejście w dół wymagają naprawdę mocnej przedniej ściany (mowa o mięśniach brzucha).

I na koniec coś, co przekonało mnie, że nad dosiadem trzeba i warto pracować i że "pełny luz" nie jest żadnym rozwiązaniem, choć na początek jest lepszy niż jakieś sztuczne pozy.

O ile łatwiej jest nieść dziecko, które ochoczo wskakuje na ręce niż dziecko, które śpi.
Od dziecka nie wymaga to wiele wysiłku, ot, lekkiego napięcia mięśni i ochoty do bycia niesionym. Koniowi łatwiej jest nieść kogoś, czyje ciało jest odpowiednio napięte, zorganizowane, ochoczo zabierające się.

Wystarczająco często noszę swoich synów śpiących i ochoczo zabierajacych się, by dokladnie rozumieć, na czym polega rożnica. Absolutnie do mnie trafiła.

Brak komentarzy: