18 paź 2006

Oj, jak nic się nie zmieniało....!

Wsiadłam, tak, będę to robić! Było ...dramatycznie! Nie byłam w stanie skoncentrować uwagi konia na sobie. Obok koleżanka bawiła się naszą żółtą piłką..... i Promyk nie był wstanie skupić się na tym, o co go proszę. Cały czas odwracał tam głowę. Był na tyle rozproszony, że się spłoszył i uskoczył w bok... a ja nie spadłam...(jak zawsze!) i to może jakis sukces? 30 minut chodzenia od punktu do punktu, cofania, chodzenia, cofania, chodzenia, cofania i odpoczynków. Czułam się jakbym przepychała kanapę! Bolały mnie plecy, jego pewnie też. Po dwóch fajnych przejściach od punktu do punktu i super leciutkim cofaniu na pierwszą fazę i energię zeszłam. Nie miałam już siły.....
Wiem, że to jest mój problem, nie mojego konia. To ja nie umiem jeździć, dopiero się uczę. A mój konik nie ma wyboru, musi mi w tym pomóc. To ja mam problem z równowagą, to ja się kręcę, bo muszę szukać i zapamiętywać ułożenie nóg, pleców, każdego swojego mięśnia. To ja muszę się rozluźnić i nie jeździć na wdechu. A nie nauczę się tego wszystkiego nie wsiadając na niego. Wykupię sobie lekcję na lonży, tak, żeby tylko skupić się na sobie, nie na koniu.
Dobrze, że mamy nasze zabawy, gdyby nie one...... Możemy robić fajne rzeczy, super sie bawić, realizować pomysły, które stają się 100% pomysłami Promyka. Widać na zdjęciu. Ja chciałam tylko, żeby się podstawił. A on podszedł, powąchał, podstawił się. Drugi raz wysłałam go, żeby powąchał i pomyslałam sobie, a może położymy nogę? A on podszedł, postawił nogę i zapytał, czy dobrze? Dobrze? Kochany!!! Super!!! A może obie nogi? I nagle mam obie nogi!!!! Wszystko trwało razem może ze 3 minuty! No to zejdź, proszę. Może jeszcze raz? Wysyłam konia...i mam konia na stopniu.....za chwilę koń pyta, a może wejdę wyżej... i już mam jedną nogę na stopniu wyżej! Proszę o zejście, jeszcze jedno podejscie, pierwszy stopień obie nogi, za chwilkę jedna noga na drugim stopniu, łup! Podest się przewraca, konik spada....i nawet się nie przestraszył, nic! Proszę o jeszcze jedno wejscie, ale tylko na pierwszy stopień i wyraźnie koryguję wędrującą nogę na następny" Nie, tam nie wchodzimy!" Tak było dwa dni temu. Wczoraj wysłałam konia z miejsca, w którym stałam robiąc zdjęcia. Był bardzo dumny i zadowolony z siebie!!!! Ja z niego też !!! Wszyscy mieli ubaw w stajni!! A on patrzył z góry i miał minę mówiącą "I kto jest bossem?!!!"
I tak sobie myslę, co tam ta jazda, kiedyś się zgramy, a najważniejsze dobrze się bawmy! Dzis też wsiadam. Pójdziemy tam, gdzie będzie spokojniej, poustawiam wyraźne cele, pochodzimy ze 30 minut.....a potem może poskaczemy przez kawaletki... uwielbiamy to robić! Co tam!!! Będziemy się dobrze bawić!!!!! Obiecuję!!! Gdyby nie PNH, byłabym zdołowana......bo co robić z koniem, gdy nie umie się na nim jeździć?:)))

1 komentarz:

Dot pisze...

Widzę, że zapoczątkowałaś nową świecką tradycję wklejania zdjęć na bloga! Super! Mam nadzieję, że to zmobilizuje również mnie i innych :) Promyk genialny na tych stopniach.