6 paź 2006

Czy zagłodziłam Czarnego? :)

Dziś sporo pracy z ziemi, sideways wokół mnie coraz lepiej, poprawiłam błędy (zbyt dużo presji, skręcenie w banana, pokazywanie kierunku ręką - teraz pilnowanie i nagradzanie wyprostowania, budowanie na 1-2 poprawnych krokach) i Czarny zrelaksowany odchodzi od pukania powietrza, choć na razie bardzo wolno. Dobrze, na razie wystarczy.

Pracowaliśmy też nad zmianą kierunku w okrążaniu na długiej linie. W stępie nieźle, w kłusie na "zakręcie" przechodzi do stępa. To, czego mi brakuje, to yoyo do mnie w kłusie. Zanim więc zacznę więcej wymagać, dopracuję to. Ale sygnały do zmiany kierunku są dla niego czytelne, rozumiane i respektowane.

Poza tym przejścia na długiej linie. Stęp-kłus oraz galop-kłus doskonałe, na pokazanie kierunku palcem i "sflaczenie", odpowiednio. Kłus-stęp niezłe, muszę popracować nad swoim wyczuciem czasu i reakcją na najmniejsze zmniejszenie tempa i powinno być bardzo dobrze. Kłus-galop niedobrze. Znacznie lepiej, kiedy pokażę sygnał do zagalopowania zagalopowując własnymi nogami i kiedy idę po niewielkim choćby kole. Ale generalnie niedobrze. Muszę poczytać i zastanowić się, na czym polega mój błąd.

W menu mieliśmy jeszcze follow the rail i point to point w sporym oddaleniu od koni, dziś znacznie lepiej, przy stopniowym powiększaniu dystansu i oddalenia. I zagalopowania z siedzieniem na kciuku. Tu cały czas frustracja. Zagalopowania bardzo dobrze, Czarny znacznie lepiej pilnuje galopu niż dotychczas, ale dalej jest strasznie sztywny, a ja razem z nim, co przekłada się na dramatyczną niewygodę pełnego siadu i brak harmonii.

Na deser jeszcze odrobina terenu, Czarny strasznie niechętnie, ale poszedł. Zależało mi na prowadzeniu w galopie, na początek dostałam jakieś koszmarne krzyżowanie, ale prowadził bez oporów. Zawrót na ścieżce do galopu i galop z powrotem. I wreszcie dostałam, co chciałam - proste prowadzenie, bez dryfowania po drodze, w powolnym, okrągłym, ładnym, harmonijnym, wygodnym dla mnie galopie. Aż Agnieszka zaczęła się śmiać, że na swoim Siwym siedzącym Czarnemu na ogonie czuje się jak na koniku na biegunach. Boże, tak bym chciała, żeby Emiter jakoś pozytywnie zakodował sobie to świetne doświadczenie, o to nam własnie chodzi, o taki galop, teraz i zawsze. Potem przyspieszymy, ale tak bym chciała, żeby ten okrągły, niewymuszony galop pojawiał się częściej. Tak strasznie brakuje mi wiedzy i doświadczenia, czuję się czasem taka koszmarnie bezradna...

Czarny wrócił jednak taki dość zmarnowany, nie zdyszany ani specjalnie spocony, ale jakby bez życia. I wreszcie przyszło mi do głowy, że może ja jednak przesadzam, nie dając mu regularnie owsa. Zrobiło się zimno, praca zrobiła nam się bardzo systematyczna i coraz bardziej wymagająca, a całe towarzystwo żywi się tylko łąką. Może to myślenie na skróty, ale może część niechęci do większego wysiłku - szybszego kłusa, galopowania - bierze się po prostu z braku fizycznej energii? Trawa jesienią to nie to samo, co wiosenne kępki. Od dziś wprowadzam więc jeden owsiany posiłek dziennie, za kilka dni dołożę kolejny i na razie tak zostanie. Zobaczymy, co to zmieni.

Brak komentarzy: