7 paź 2006

O liniach prostych i popędzaniu za pomocą nowości

Dzisiejszy dłuuuugi teren uświadomił mi ponownie, że mam konia, którego do życia pobudzają nowości i linie proste. Wybralyśmy się z Agnieszką i Siwym do Dużego Lasu po drugiej stronie szosy na Stanisławów. Duży Las ma to do siebie, że jest ... no, duży. I nieznany, rzadko się tam zapuszczamy. Ma drogi do kłusa i galopu proste i dłuuuugie jak autostrady, twarde i miękkie, trawiaste i piaszczyste, do wyboru. I mój koń, raczej krótki, na tych autostradach nabiera Ruchu. Przeistacza się z czarnej szmaty w Konia Wierzchowego. Już bardzo dawno nie doświadczałam przyjemności kłusowania na Czarnym w kłusie tak obszernym, że jego zad i boki rytmicznie uwypuklają się po odpowiednich stronach, pociągając moje łydki do rytmicznego "marszu". Dobra, nie będę się rozczulać.

Problem polega jednak na tym, że odkrycia typu "powinnam więcej" (tu: częściej jeździć do Dużego Lasu, aby Czarny zakochał się w tym Ruchu i odkrył swoją długość) mam codziennie. Powinnam więcej jeździć w powiększającej się odległości od innych koni. Powinnam więcej pracować z ziemi. Powinnam częściej jeździć bez strzemion i na oklep, by poprawiać dosiad. Powinnam więcej skakać, podnosząc nam poprzeczkę i wprowadzając nowe konfiguracje. Powinnam popracować na padoku nad fazowaniem z siodła, doskonaląc skręcanie i zatrzymania na pierwsze fazy. Powinnam jeździć na jednej linie i cs. Kiedy mam to robić?! Nie jestem w stanie poświęcać Czarnemu więcej niż 2-2,5 godziny dziennie pięć razy w tygodniu, przy bardzo dobrych wiatrach. A przed nami zima... No nic, zacisnę zęby, nacisnę czapkę i jakoś dam radę, ale czy życia mojego konia starczy na to wszystko, czego chciałabym z nim doświadczyć?

Brak komentarzy: