6 paź 2006

Terenowy chaos i przemyślenia o oddzielaniu konia od stada

Wczoraj teren z dwoma końmi, między innymi kumplem Czarnego, Emanem. I dramat. Totalna niesubordynacja. Mój kon szedł ewidentnie za kumplem, nie za moimi wskazówkami. Czarny jest z Emanem bardzo silnie związany, ale mam wrażenie, że zadziałało coś jeszcze, nie wiem, co... Kiedy jeździmy w zestawie Czarny plus Eman, nie ma takich problemów. Czarny plus Siwy - nie ma takich problemów. Wszystkie trzy razem - dla mnie dramat, Siwy też sprawiał Agnieszce kłopoty. Wypuściłam Czarnego na czołowego, chciałam, żeby prowadził. Prowadził, ale jakie to było... Koń poskręcany, niechętny, oglądający się, wypatrujący okazji do skrętu i znalezienia się na ogonie Emana. Galop jako czołowy prawie tyłem. Galop jako drugi, za Emanem, jeszcze ciekawszy - zrywy, barany, jakieś podskoki. Chaos. Kłusem jako drugi i trzeci bardzo OK, kłusem jako pierwszy - niechętnie, takie pchanie konia, coś fatalnego. Po powrocie pomyślałam, że szkoda, że nie przetestowałam jeszcze trzeciego miejsca dla Czarnego w galopie, dowiedziałabym się o nim nieco więcej. Tak naprawdę byłam bardzo zaskoczona. Czarny jeździ w tereny z Siwym pod Agnieszką od kilku miesięcy i bez dwóch zdań z każdym dniem staje się lepszym koniem terenowym. Coraz odważniejszym, skaczącym przez rowy, prowadzącym bez wahania w stępie i kłusie, coraz lepiej prowadzącym w galopie, bez żadnego pchania i ciągłego korygowania kierunku. Od bardzo dawna nie miałyśmy takich problemów w terenie, takiego chaosu i niesubordynacji. Byłam zaskoczona i bardzo zmartwiona.

Po powrocie do domu zabrałam Czarnego na dalsze pastwisko z mocną intencją rozgryzienia źródeł problemu. Zaczęłam od follow the rail w stępie. Do koni stęp ponoszący, od koni pedałowanie do tyłu i koń poskręcany w znak zapytania. OK, to że zagrał pociąg do stada, to wiedziałam. Zaczęlam na uspokojenie liczyć sobie, ile razy go już skorygowałam. Taki sposób, żeby nie zacząć tłuc go liną po głowie, na co czasem nachodzi mnie ochota. To jak z wyrzucaniem dzieci za okno. Każda matka ma czasem na to ochotę. Dopóki tego nie robisz, jesteś zupełnie normalna. Doszłam do 86 i zmieniłam ćwiczenie. Point to point w stępie, od bramki blisko koni do bramki bardzo daleko od koni. Dużo ładniej, coraz spokojniej, jasne, kręcenie od, ale powraca porozumienie, pojawia się lekkość, pojawia się myślenie. Parę zrywów i poniesień w galopie, typowe wydziwianie, ale coraz szybciej wygaszające się. Jak uspokoił stęp we wszystkich kierunkach, podnioslam go do kłusa. Jak kłus zamienił się w takie okrągłe joggowanie, we wszystkich kierunkach, zaproponowałam galop w kierunku do koni. Dostałam ładny, równy, rytmiczny, spokojny galop. O to chodziło. Nagrodziłam, rozsiodłałam, wypuściłam.

Wnioski do dalszej pracy: 1/ Konieczna większa ilość ćwiczeń w oddaleniu od koni. 2/ Konieczne systematyczne zwiększanie dystansu owego oddalenia. Nie ucieknę od samotnych terenów. Jak chcę mieć podporządkowanego konia w każdych warunkach, to muszę go przekonać, że obecność lub nieobecność innych koni niewiele zmienia, słuchać i ufać trzeba tak czy inaczej.

Olo sugeruje oddzielenie Emitera od Siwego i Emana (stoją 24 godziny na dobę razem na pastwisku). Mi się pomysł nie podoba, towarzystwo innych koni na pewno każdemu koniowi robi dobrze na głowę. Zacznę od zwiększenia ilości ćwiczeń w oddaleniu, powiększania dystansu, samotnych spacerów z ziemi na linie. Zobaczymy, co to da. Nie ucieknę od tego tak czy inaczej.

Swoją drogą, Agnieszka słusznie wczoraj zauważyła, że trzymanie koni tak super naturalnie (od wiosny do jesieni całą dobę na hektarowych pastwiskach) stwarza pewne problemy. Konie przywiązują się bardzo do siebie, a jednocześnie nie ma w zasadzie takiej potrzeby, która w takich warunkach nie byłaby zaspokojona. Nie mogę zaoferować mu ani ruchu, ani smacznej trawki, ani zabawy - on to wszystko ma na codzień. Ewentualnie zostaje mi funkcja woziwody, co zresztą Pat poleca. Nie jestem wybawcą, który przyniosł smakowity posiłek. Nie jestem tym, z którym kojarzy się miła możliwość rozruszania nóg. Mój wpływ przez dwie godziny dziennie jest nieporówywalny do wpływu, jaki wywierają inne konie. Ech... Ale nie zamknę go z tego powodu w stajni.

Brak komentarzy: