24 wrz 2006

Prawie jak Honza

Widzieliście kiedyś jak Honza przywołuje swojego konia? Stoi sobie na jednym końcu łąki, na drugim, dość daleko widać trzy pasące się konie. Honza gwiżdże, macha energicznie carrotem i w jednej chwili jeden z koni podnosi głowę i galopem, z rozwianą grzywą przybiega do Honzy. Po prostu bosko. To się nazywa Catching Game!

Nigdy nie miałam z ogonem jakiś większych problemów z zabieraniem z pastwiska. Miałam to rzadkie szczęście, że nie musiałam uganiać się godzinami za moim koniem z kantarem schowanym za plecami (co jak wiadomo wszystkim naturalsom wogle nie działa). Nawet na początku naszej znajomości grzecznie stal i czekał, nigdy nie uciekał. Od pewnego czasu ładnie podchodził do mnie z odległości 10-15m, ale jakoś nie posuwaliśmy się znacząco na przód. Ale dziś pobiliśmy nasz rekord – Mentoś oderwał pyska od trawy, i mimo, że uznaje się ogiera czołowego, opuścił swoje stado i przytuptał do mnie z 25m! Nie było rozwianej grzywy i galopu, ale i tak się liczy:)

Co zrobiłam inaczej? Banalną rzecz, ale jakże ważną – naprawdę długą fazę 1. Poprosiłam palcem i zaczekałam. Dałam chwile na namysł i nie wymagałam szybkiej reakcji. The power of phase one! Mądrość wyłożona chyba na drugiej (góra trzeciej) stronie L1. To prawda, że dopiero będąc na poziomie 2 zaczyna się rozumieć poziom 1.

Brak komentarzy: