24 wrz 2006

Czardasz z przytupem

Nie tak dawno obiecałam koleżance ze stajni, że pomogę jej w nauce 7 gier z jej ogoniastym. Koń chyba 4 letni, wielki, z zerową tolerancją do strefy człowieka. Ale poza tym bez żadnych większych problemów.

Bardzo ciekawe doświadczenie. Po pierwsze utwierdziło mnie w przekonaniu, że czegoś tam się przez ostatni rok nauczyłam, bo pamiętam w jakich bólach przychodziło mi uczenie się gier z Mentosiem, a dziś w ciągu ok. 1,5 zrobiliśmy z Czardaszem wszystkie oprócz chodów bocznych (z braku sprzętowego, bo na czas budowy hali ujeżdżalnię nam rozebrali). I to tak, ze generalnie na koniec mieliśmy reakcję na fazę 2, może 2 i pół oraz konia skupionego na mnie a nie rozglądającego się dookoła. Widać też było, jak ważne jest „składne mówienie po końsku”. Przy mojej wyraźnej mowie ciała faza 2 była wystarczająca, a kiedy przekazywałam pałeczkę właścicielce, która dopiero poznaje 7 zabaw, koń potrzebował faz 3, 4 żeby wykonać prośbę.

Interesujące było także postrzeganie carrota – po każdej fazie 4 wracałam do friendly i widać było jak na dłoni, że jest ono bardzo potrzebne. Mentoś jest już raczej na etapie traktowania carrota jako „chodzącej sprawiedliwości” i nawet po fazie 4, kiedy wracam do friendly nie widzę, żeby miał z carrotem jakiś problem. A do Czardasza po każdej fazie 4 wracały wątpliwości „czy to aby na pewno nie jest narzędzie zbrodni”. Na całe szczęście nie było.

Brak komentarzy: