27 wrz 2006

Dalsze próby z dosiadem

Cofanie łydki w tył uznaję na razie za ślepą uliczkę. Próbowałam z tym dziś eksperymentować w dość długim terenie, czasem miałam wrażenie, że jest lepiej, ale koszty wydają się zbyt duże. Usztywniam się, układam ciało w jakiejś wymuszonej, nienaturalnej pozycji, przestaję czuć konia i przede wszystkim, przestaję czuć się swobodnie, harmonijnie i "celowo".

Natomiast znakomite rezultaty eksperymentowania z techniką "wyobraź sobie, że nie masz strzemion, jak byś wówczas siedziała?". Natychmiast obniża mi to kolana, uda zaczynają mocniej, ale bezwysiłkowo przylegać do siodła, prostuję się, niesłychanie stabilizuję i osadzam, wjeżdżam w siodło. Doskonałe w szybszym galopie, z którego zgrabnym siedzeniem mam jeszcze problemy, ale również w kłusie z górki i przy przejściach w dół. Bardzo pozytywne doświadczenie, do kontynuacji.

Wczoraj wczytałam się raz jeszcze w materiały L2 pod kątem zagalopowania i galopowania. Efektem tego były dzisiejsze eksperymenty z "siedzeniem na kciuku". Szukałam wskazówek, bo zaczęłam się podle pochylać do przodu przy zagalopowaniu. Efekty bardzo obiecujące. Dłoń na tylny łęk, kciuk pod pupę, automatycznie się prostuję, druga ręka do przodu z luźną wodzą pokazuje kierunek i nogę prowadzącą, lekkie wypchnięcie biodrami i Czarny bardzo ładnie robi pierwszą fulę (wiem, że to się piszę inaczej, ale ja spolszczam, co mogę). Jest jeszcze ten moment klepnięcia w siodło, kiedy kładę kciuk pod pupę i tym samym zmieniam nieco pozycję w kłusie, ale to spokojnie do opanowania w następnych sesjach. Może zacznę galopować z takiego wysiadywanego "joga" po prostu. W takim okrągłym, rozluźnionym kłusie Czarny może nie mieć wystarczającej energii do galopu, ale poeksperymentować warto, może po prostu otrzymam równie okrągły, spokojny galop. Widzę natomiast obiecujący zanik zjawiska "wypchnięcie biodrami! wypchnięcie biodrami! wypchnięcie biodrami! nuuuuu! uff, poszedł."

Brak komentarzy: