30 lis 2014

Nietypowe osiągnięcie


Konie po odrobaczaniu mają dwa dni przymusowego boksu (swoją drogą nie rozumiem, czemu taka praktyka ma służyć, ale to inny temat). Możliwości ruszenia obu koni dość ograniczone:  dzień jest za krótki, żeby pojechać w teren najpierw na jednym, potem na drugim koniu, na ujeżdżalni gruda, więc też jeżdzić nie da rady.  Pozostał spacer na własnych nogach z końmi na sznurkach. 

Spacer trwał mniej więcej trzy godziny, przed wyjściem z domu piłam kawę, która wiadomo jakie ma działanie, czyli nie muszę pisać, jaką palącą potrzebę odczułam w jego trakcie. Świadomość, że muszę  trzymać dwa konie i jednocześnie pozbyć się kilku warstw ubrania przez pewien czas skutecznie blokowała tę potrzebę. Ale przyszedł moment, że już nie dało rady, trzeba było rzucić losowi wyzwanie.

Rzuciłam i ....   I obyło się bez efektów ubocznych! Konie odniosły się ze zrozumieniem:  stały grzecznie podczas całej skomplikowanej operacji, nie zaczepiały siebie, nie zaczepiały mnie, a w kluczowym momencie nie próbowały mnie rozerwać próbując pójść każdy w swoją stronę, co robią nagminnie, gdy zatrzymujemy się na przekąskę. 

Ten sukces to pewnym sensie zasługa Kasi (nie, nie sugeruję, że Kasia nauczyła mnie sikać w lesie!). Gdyby Kasia parę lat temu nie powiedziała mi, że chodzi na sznurkach na spacery z Promykiem i Indim, sama pewnie bym na ten pomysł nie wpadła. 

Brak komentarzy: