Byliśmy, wróciliśmy ...
Przyjechaliśmy i było tak, jak byśmy nigdy stamtąd nie wyjeżdżali. Konie poszły na ten sam padok, co w zeszłym roku i widocznie doszły do wniosku, że wróciły do siebie. Wobec zastanego stada żadnych prób ustalania herarchii, żadnego biegania, kwiczenia, przytupywania; w stosunku do siebie żadnych prób przyłączenia się, gdy zabierałam jednego, a drugi miał zostać, czy tęsknego rżenia, gdy towarzysza/towarzyszki zabrakło.
Konie były na pastwisku 24h i na tym polegały ich wakacje - bo domowa bumelka pastwiskowa sporadycznie przerywana jakimiś zajęciami została im odebrana. Bo z kolei założeniem moich wakacji było jeżdzić codziennie, co automatycznie wykluczyło końską bumelkę. Udało mi się to zrealizować prawie w 100 procentach, mimo ciężkich warunków, czyli upałów, jakich od lat nie pamiętam (była jednodniowa przerwa, żeby nie kusić losu, ale o tym w oddzielnej notce), Pogodowo masakra byla. Do tego stopnia, że część jeziora, gdzie zwykle wjeżdżaliśmy, żeby pomoczyć końskie nogi, zamieniła się w plażę.
Skąd te pagórki w tytule? Ano z planu treningu, zgodnie z którym miałam w terenie co najmniej 10 razy w stępie wjeżdżać i zjeżdżać z górek. Naturalnie wiedziałam, że tam górek nie brakuje, ale nastawiałam się na kilkakrotnie pokonywanie w górę i w dół tego samego zbocza. Tymczasem tam praktycznie nie ma płaskich dróg, więc każdy wyjazd w teren zapewniał dużo więcej wejść i zejść niż było w planie treningowym. Nigdy dotąd na tę powszechną pagórkowatość nie zwróciłam uwagi.
W ogóle moja świadomość otaczającego terenu wzrosła niepomiernie. Po 11 czy 12 latach w końcu nauczyłam się nie gubić i jeżdziłam gdzie mnie oczy poniosły, bez usilnego zapamiętywania drogi, którą przyjechałam. Przyjemne to było uczucie.
Ale żeby nie było tak pięknie: w ostatnim tygodniu zaczęłam jeżdzić na trochę innym obszarze, który wydawał mi się mniejszy i łatwiejszy do kontrolowania. I tu poległam. Zgubiłam się błyskawicznie. Kompas w głowie się zaciął. Na szczęście miałam kompas pod pupą, czyli Truskawkę. Ona nie miała wątpliwości, którędy do domu. I nigdy się nie pomyliła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz