27 paź 2013

Nauczka czyli nie potrafię słuchać konia


Dzisiaj

Naszą stajnię otaczają ogromne łąki, które w dużej części są podmokłe. Na jednej z nich kiedyś odkryłam rozlewisko: nie jest to jeziorko, ale też nie jest to kałuża. W pewnym miejscu po prostu łąka łagodnie przechodzi w wodę na całej swojej szerokości, a po jakiś 5 metrach znowu jest łąka. Postanowiłam tam pojechać na Truskawce, żeby sprawdzić, jak się nad tą wodą zachowa (Duszek przeszedł po granicy wody z lądem). 

Jedziemy tą łąką, pełen luz i relaks, słoneczko, cieplutko, wokół żywego ducha, tylko my dwie i natura. Po prostu cudnie. Nagle cud się skończył: czarna zrobiła w tył zwrot. Pomyślałam, że doszła do wniosku, że dość tego dobrego i czas wracać do domu. Więc mówię: o nie, moja kochana, zawrócimy, jak zaliczymy wodę. Poszłyśmy, chociaż już nie było tak fajnie, bo ona była lekko spięta, a jak ona, to i ja.

W końcu doszłyśmy do wody.  Przez wodę przeszła bez zahamowań, zawróciłyśmy, znowu przez wodę, znowu ładnie, więc w nagrodę zeszłam na ziemię, dałam jej poskubać trochę trawy i ruszyłyśmy w stronę domu.  Ja wciąż na nogach, w poszukiwaniu górki czy pieńka, żeby się na nią wdrapać. Idziemy, aż czuję, że znalazłyśmy się na gruncie mocno bagnistym: grząskie błoto na przemian z podmokłą trawą. I zrozumiałam, co było powodem w tył zwrotu: ona mi chciała powiedzieć, że bagno, że tam nie należy iść. A ja głupia jej nie słuchałam.

Akurat w tym konkretnym wypadku wyszło na to, że jestem dobrym przywódcą, bo wiem lepiej i należy mnie słuchać. Co jednak w żadnym razie nie usprawiedliwia mego zamknięcia na przekazy z jej strony. Zamiast słuchać konia koncentruję się na zadaniu. Poniosłam klęskę.  

Na szczęśnie ona nie wie, że ja nie wiedziałam. 

Brak komentarzy: