Chyba jakiś cud się stał. Truskawka w kłusie już nie leci na łeb na szyję, jestem w stanie przy pomocy własnego ciała/energii/myśli regulować tempo jej kłusa. Nie wiem, jak to się stało, ale się stało. Nie wiedziałam, że kłus może być takim fajnym chodem. Jest super. Tym bardziej, że przed nami nami wyjazd do ukochanych Mycyn, miejsca urodzenia Truskawki, miejsca powołania do życia Duszka, miejsca pełnego cudownych końskich przeżyć i wspomnień, miejsca, gdzie czas ma inny wymiar.
Czyli przede mną dnie wypełnione końmi, czytaniem oraz, mam nadzieje, trenigami z Ulą i panią Marią.
Powtórzę: jest super i myślę, że będzie bardziej super. :) :) :)
3 komentarze:
Udanych wakacji!!
Moje jeszcze jedne lokalne, nad dyplomem - wyjazdów z końmi nie planuję, z innymi też raczej krucho będzie. No nic, trzeba przetrwać. Mam nadzieję, że uda mi się wreszcie zamknąć ten rozdział.
Tego mocno życzę.
Wpadnij na kilka dni - masz stosunkowo blisko, odpoczynek się przyda. A ile przypadków kopyt w różnym stanie będziesz mogła obejrzeć!!!
Jeszcze nie w tym roku - każdy dzień niestety jest mi potrzebny...
Prześlij komentarz