16 kwi 2013

Tęskniły?...

Dawno nie pisałam. Nie dlatego, że nic się nie dzieje, wręcz przeciwnie. Nie mam czasu za bardzo pisać. A dwa posty w kolejce czekają, co najmniej.

Na początku marca udało mi się wyrwać na tygodniowy wyjazd, popatrzeć trochę na wielbłądy i ich niesamowite, niezwykle praktyczne stopy :) Absolutnie nie wymagające werkowania i doskonale radzące sobie na kamieniach - bez podków
]:->

i nawet kawałek się przejechać. Jak widać, ogromna radocha :)

Wcale nie trzeba było ,,mieć twarda dupa!'' jak straszył nas w bazie nurkowej Ahmed. Noszą z grubsza jak wybitnie rozluźniony, duuuży koń. Dziwne tylko było wrażenie siedzenia nad zwierzakiem. Konia zawsze można poczochrać po kłębie, szyi, zadzie. A tu? Najwyżej podeszwą po łopatce mogłam go posmyrać, kiedy się zaniepokoił.

Były też kolorowe rybki...
(c) photo by Waldek Wnorowski

...i dwie ośmiornice :) :) kapitalnie stosujące kamuflaż.
(c) photo by Waldek Wnorowski


Owieczki zostawiłam pod zastępczą opieką. Najwyraźniej się stęskniły i postanowiły zadbać o to, by częściej mnie widywać. Jestem więc teraz u nich codziennie (początkowo dwa razy dziennie) - zakrapiam Campiny oko (nawrót zapalenia zrębu rogówki), nacieram rozgrzewającą maścią przednie nogi Akorda (naderwane ścięgno prostownika - tak, on ma talent), obserwuję gojenie dziur po sarkoidach (kalafior na nodze Akorda i płaski za kłębem Brytanii), z rozpędu zaprzyjaźnionemu arabkowi zakładam w chore strzałki watkę z lekarstwem. W międzyczasie Campi stwierdziła, że atrakcji jakby przymało i zafundowała lekką kolkę. Dobrze, że lekka - ale do obsługi dorzuciłam profilaktyczne podawanie meszu dwa razy w tygodniu, plus wiosenne odrobaczanie jak najszybciej.

W domu mam kota z nawrotem zapalenia pęcherza (ostatnie zaostrzenie było doskonale wcelowane, dzień przed egzaminem inżynierskim).

W tym wszystkim (i, do niedawna, w śniegu po końskie nadgarstki) jakoś daję radę raz w tygodniu wsiąść na rudą - ale o tym już w następnym odcinku.

Tak sobie myślę, że niektórzy ludzie nie mają zwierząt, co oni robią z czasem? i z kasą?
;)

2 komentarze:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Ja hołduję zasadzie „od wielbłądów z daleka”. Kiedyś jechałam – szału nie było.Potem w innym kraju chciałam znowu wsiąść i tu już szał był. Stałam z jedną nogą nad zwierzem i wtedy on postanowił się podnieść. Rąbnęłam na tyłek i kolejnej próbie powiedziałam zdecydowanie „nie”. Arab-właściciel rzucił się na mnie z taką agresją, jakbym mu co najmniej dziecko pobiła. Na szczęście z potoku (raczej wodospoadu) słów nic nie rozumiałam. A tyłek bolał mnie przez tydzień tak mocno, że pozycja siedząca była w sferze marzeń.

A propos ich kopytek czy łapek – olałaś moje pytanie o koziołek do werkowania.

Gratuluję, że pomimo przeciwności losu wsiadasz na rudą. Ja ostatnio się poddałam, podłoże było takie, że nie dawalo rady. Ale chyba już jestem mniej zależna od podłoża i pogody :)

dea i Campina pisze...

Pytanie o koziołek? Nie wiem o co chodzi chyba?


Tak, podejście arabów jest hmm.. specyficzne. Trzeba się liczyć z tym, że te wielbłądy są "szkółkowe", ze wszystkimi tego, doskonale nam znanymi, minusami. Wychowane/"ujeżdżone" ot tak, raczej kijem niż drapaniem, niekoniecznie doskonale traktowane i niekoniecznie pozytywnie nastawione do ludzi. No ale wyszłam z założenia, że im nie zaszkodzi przewieźć nasze tyłki przez 15 minut. Tendencji morderczych te akurat egzemplarze nie posiadały.


Wielbłądy jakoś znosiły to traktowanie, wydawały się być ponad to. Ale oglądanie koni w okolicy Dahabu już bolało. Arabski grzbiet słabo znosił - cóż za ironia losu - Araba, klepiącego się dramatycznie i wiszącego na pysku, usztywnienie po całości. Dosiad to dla nich jakieś magiczne słowo. A wielbłądy luźne.. to mnie zafascynowało. To, i taka scenka: dzieciak jadący na oklep na garbie, wielbłąd w samym kantarku, luźna lina, kija brak. Wielbłąd (dobrze wyglądający) pomyka, słuchając dzieciaka. Miły obrazek, bardzo. Szkoda, że tak rzadki.


Nie zrobię na pewno z jazdy na wielbłądach "turystycznych" swojego hobby, podobnie jak nie wrócę już do jazdy na szkółkowych koniach - ale chciałam to własnym dupskiem poczuć, żeby mieć do koni porównanie. Zaliczone. Wnioski wyciagnięte. Chętnie adoptuję wielbłąda ;)