Jeśli obserwator z zewnątrz przygląda się morskiemu statkowi, to wydaje mu się, że nic się tam nie dzieje. Godziny i godziny z pozoru bezczynnego czekania na dopłynięcie do celu. Podobnie niewtajemniczony, obserwując PNHową zabawę z koniem, może nieraz odnieść wrażenie, że człowiek trzymający linę tylko stoi i czeka, nic nie robi. Budzi to w niektórych protest, bo jak się narobi ruchu i dymu, to od razu się aktywnie wygląda - tyle że nie zawsze jest to dobry pomysł. Często dużo lepiej jest poczekać niż się rzucać bez sensu. Good things come to those who wait.
Bierze więc nasz obserwator tę radę do serca, wskakuje na pokład jachtu, odcumowuje od brzegu i czeka...
...i ląduje na mieliźnie.
Bierze swojego konia na plac, staje naprzeciw niego i czeka...
...koń odwraca się od niego i odchodzi, albo niezmiennie atakuje kratę boksu.
Co się stało? Czym różni się dobry kapitan, dobry przewodnik dla konia od człowieka-porażki?
Trzeba wiedzieć na co się czeka. Trzeba ustawić system tak, by w międzyczasie zdążał do celu - obrać kurs jednostki, zadać koniowi pytanie, które on zrozumie. Trzeba wiedzieć, kiedy jest czas na czekanie. Zauważyć, kiedy czas na czekanie się chwilowo skończył, a rzeczywistość wymaga od nas akcji - bo statek płynie wprost na rafę, bo koń już dawno nie myśli o zadanym mu problemie, albo wymyślił coś zgoła innego niż oczekiwaliśmy :)
A Ty? Czy jesteś mądrym kapitanem, czy bez pomysłu dryfujesz, nazywając się cierpliwym?
2 komentarze:
Fajne porównanie :)
:) Mnie też się podoba! Berni powiedział na kursie, że praca/zabawa z koniem przypomina często "obserwowanie schnącej farby":)
Prześlij komentarz