26 sty 2013

Atak drapieżnika czyli nie mów hop


Las zaśnieżony do tego stopnia, że śnieg sypie się z drzew z samego nadmiaru, bez żadnego zewnętrznego bodźca. Nawet delikatnie potrącenie gałązki kończy się śniegową lawiną. No i w pewnym momencie trąciliśmy na tyle mocno, że z drzewa zleciała wielka bomba śnieżna i wylądowała na Duszka tyłku. "Ratunku,  drapieżnik wylądował mi na zadku".  Wygiął chłopak grzbiet w łuk, wyskoczył dwa razy w górę, potem dowalił jeszcze wrogowi z zadu i zwyciężył. Ja też, bo jakimś cudem udało mi się nie spaść.

A jeszcze niedawno mówiłam, jaką Duszek ma wspaniałą cechę: ze strachu uskakuje, rzuca się do przodu, robi gwałtowne stopy, ale przynajmniej nigdy nie strzela baranów pod jeźdźcem.  Nie mów hop .... 

Brak komentarzy: