3 wrz 2012

Paradise Lost

John Milton nie jestem, ale jakoś najbardziej on mi pasuje do tej notki. Bo byłam w raju, który musiałam opuścić i wrócić do prozy dnia codziennego. Mój raj to były Mazury, konie i czytanie. Najeżdziłam się za wszystkie czasy: przez cztery tygodnie codziennie minimum dwa razy, raz na rudym, raz na czarnej. Konie też miały swój raj, 24h na pastwisku. Ich raj niestety zakłócały muchy, jusznice deszczowe, których było zatrzęsienie i które gryzły bez opamiętania.

Teraz czekam, kiedy będę mogła napisać Paradise Regained.

Z Duszkiem w raju

Na Duszku głównie jeździłam w teren, sporadycznie na hali czy placu. Zaczęłam od hali, ponieważ chciałam sprawdzić, czy nie będzie się bał (w żadnej z dotychczasowych stajni nie miałam hali). Poszło gladko - jakby całe życie nic nie robił tylko na hali nosił na sobie czlowieka. Potem wganiały nas tam muchy, od których wytchnienie dawała tylko hala.

Terenowo nowością dla Duszka była jazda w zastępie. W całym swoim życiu konia wierzchowego Duszek jeździł sam. Jedna czy dwie próby jazdy w zastępie zakończyły się porażką, Duszek gonił, żeby wyprzedzać, a ja wtedy rezygnowałam i odłączałam się od grupy. W tym roku miałam towarzysza do regularnych wspólnych terenów i determinację, żeby nauczyć rudego, że koń idący przed nim ma być przed nim, a nie za nim.

No i nauczył się. Co prawda zastęp był tylko dwu-konno-osobowy, ale ponieważ z konia za swoim zadkiem Duszek wcześniej nie robił problemu, sądzę, że posiadł tę umiejętność i zasłużył na marchewkowo-jabłkową odznakę Poruszającego-się-w-zastępie. 

Zrobił mi też wielki prezent: był bardzo odważny, jak nie Duszek. Wielokrotnie przejmowaliśmy prowadzenie, gdy koń czołowy powiedział, że się boi i dalej nie pójdzie. Duszek szedł: przez straszny mostek, obok strasznego psa, obok strasznego balotu, obok strasznych ściętych pni brzozowych ... Spłoszył się poważnie tylko raz. Zresztą miałam wtedy farta, bo kłusowaliśmy fajną drogą (byliśmy sami), miałam zamiar zagalopować, a on czegoś się przestraszył i dał dyla w bok w krzaki. Gdybyśmy galopowali pewnie bym zglebiła.    

c.d.n.

UWAGA, UWAGA - ciąg dalszy będzie ze zdjęciami: Introducing A. on T. - czyli po raz pierwszy zademomonstruję siebie na Truskawce.

Brak komentarzy: