Z Truskawką w raju
Najpierw portret mojej bohaterki:
Z Truskawką proporcje teren-hala były odwrotne. W teren bałam się na niej pojechać, więc jeździłam na hali. Miałam też na niej lekcje z trenerką Uli (Ula – właścicielka ośrodka). Kilka zdjęć z lekcji:
Bałam się terenu, bałam, aż pewnego dnia coś się stało, że przestałam się bać. Osiodłałam, wsiadłam, coś w głowie mi przeskoczyło i pojechałam do lasu na stępa. Pierwszy wyjazd, pierwsza przygoda - na stępie się nie skończyło ...
Idziemy sobie, zabijam na niej muchy, a nagle ona rzuciła się do przodu, w momencie dla mnie niezbyt dobrym, bo w poszukiwaniu tych much siedziałam w pozycji dziwaczno-pokręconej. Pędzimy, a ja kątem oka widzę, że coś za nami biegnie. Myślę – niedobrze, pewnie zdziczały pies nas goni. Nie mogłam się obrócić, żeby ten domysł zweryfikować, bo najmniejsza zmiana położenia pewnie by spowodowała rozstanie z siodłem. Jak wyhamowałyśmy, okazało się, że to tylko joggujący facet, który nagle zza krzaków wyskoczył. I tu po raz drugi odezwało się to coś, co mi w głowie przeskoczyło – bo nie zawróciłam, nie zsiadłam, żeby koić moje skołatane serce, lecz pojechałam dalej.
Potem byłam jeszcze kilka razy na stępowym spacerku (sama i z mężem na jego własnych nogach) i dwa razy na „prawdziwym terenie” z Ulą. Strefa komfortu na Truskawce bardzo się rozszerzyła.
Zdjęcia z jednego ze spacerków:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz