Przez ostatnie braki czasu znowu zaniedbałam kopytnych podopiecznych. Wczoraj wizyta po 8 tygodniach u pewnego pacjenta. Wiele miesięcy był już ładny ruch z piętki, długie kroki, przednia ściana prawie już zrosła do ziemi, podeszwa ładnie się miskowała. Wczoraj oglądałam nartę do samej koronki, spękaną ścianę, dziurę w miejscu linii białej, płaską, zabetonowaną podeszwę i ruch oczywiście z palca, na deser krwiaki w kątach wsporowych. 8 tygodni. Jest stajnia, w której nie było mnie 3 miesiące. Boję się nawet tam zaglądać. Czy można, trzeba, powinno się w ogóle zaczynać, jeśli taki ma być koniec? Wydawało mi się, że robię coś dobrego. A to moje halo jest takie skromne, taki malutkie, raczej halka wiejskiej kobieciny, tuż wokół niej. Tak szybko znika ten mój "pozytywny wpływ", nic na stałe się nie poprawia. Jeśli zniknę, to w pół roku śladu nie będzie, jakbym nigdy nie istniała. Nasuwa się refleksja, czy warto walczyć o ten krótki czas.
Każdy z nas pracuje z końmi. Każdy z nas ma coś wspólnego z PNH - niektórzy idą ściśle z programem, inni łączą naturals z najlepszymi elementami szkoły tradycyjnej, niemniej wszyscy uznają, że Pat Parelli wymyślił coś niezwykłego, co otworzyło nam drogę do współpracy z koniem na zupełnie nowym poziomie. Jeśli pracujesz z koniem metodą Pata Parellego i chcesz zostać współtwórcą tego bloga, napisz krótki e-mail w tej sprawie na adres dorota.konowrocka@gazeta.pl
27 wrz 2012
Jak szybko trzeba biec, by ustać w miejscu?
Taką mam refleksję. Entropia atakuje, nic się samo nie naprawia. Pracuje się miesiącami, czasem latami, później na chwilę braknie sił i momentalnie wszystko trafia szlag.
Przez ostatnie braki czasu znowu zaniedbałam kopytnych podopiecznych. Wczoraj wizyta po 8 tygodniach u pewnego pacjenta. Wiele miesięcy był już ładny ruch z piętki, długie kroki, przednia ściana prawie już zrosła do ziemi, podeszwa ładnie się miskowała. Wczoraj oglądałam nartę do samej koronki, spękaną ścianę, dziurę w miejscu linii białej, płaską, zabetonowaną podeszwę i ruch oczywiście z palca, na deser krwiaki w kątach wsporowych. 8 tygodni. Jest stajnia, w której nie było mnie 3 miesiące. Boję się nawet tam zaglądać. Czy można, trzeba, powinno się w ogóle zaczynać, jeśli taki ma być koniec? Wydawało mi się, że robię coś dobrego. A to moje halo jest takie skromne, taki malutkie, raczej halka wiejskiej kobieciny, tuż wokół niej. Tak szybko znika ten mój "pozytywny wpływ", nic na stałe się nie poprawia. Jeśli zniknę, to w pół roku śladu nie będzie, jakbym nigdy nie istniała. Nasuwa się refleksja, czy warto walczyć o ten krótki czas.
Po co to wszystko?
Przez ostatnie braki czasu znowu zaniedbałam kopytnych podopiecznych. Wczoraj wizyta po 8 tygodniach u pewnego pacjenta. Wiele miesięcy był już ładny ruch z piętki, długie kroki, przednia ściana prawie już zrosła do ziemi, podeszwa ładnie się miskowała. Wczoraj oglądałam nartę do samej koronki, spękaną ścianę, dziurę w miejscu linii białej, płaską, zabetonowaną podeszwę i ruch oczywiście z palca, na deser krwiaki w kątach wsporowych. 8 tygodni. Jest stajnia, w której nie było mnie 3 miesiące. Boję się nawet tam zaglądać. Czy można, trzeba, powinno się w ogóle zaczynać, jeśli taki ma być koniec? Wydawało mi się, że robię coś dobrego. A to moje halo jest takie skromne, taki malutkie, raczej halka wiejskiej kobieciny, tuż wokół niej. Tak szybko znika ten mój "pozytywny wpływ", nic na stałe się nie poprawia. Jeśli zniknę, to w pół roku śladu nie będzie, jakbym nigdy nie istniała. Nasuwa się refleksja, czy warto walczyć o ten krótki czas.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
a ci podopieczni nie mają właścicieli? przecież pod Twoją nieobecność to oni powinni zadbać. Ja też samodzielnie strugam mojego konia. Jestem pod opieką strugaczki naturalnej i też przez wakacje nie mogła do nas dotrzeć ale radziłam sobie sama. Bez pracy właściciela efekty nie będą trwałe. Przecież to żywy organizm który się zmienia i o który trzeba dbać nieustannie.
Iza
Na pewno tak jest, że jak właściciel dba, to jest łatwiej - też się tak umówiłam gdzie się dało.
Niestety wpakowałam się również w kilka takich układów, że właściciel z różnych powodów nie daje rady mnie wspomagać (również np. w kwestii zmiany diety), no i czuję się odpowiedzialna. Może niepotrzebnie. Może powinnam po prostu wyjść i nie patrzeć za siebie. Może to zrobię, bo sił naprawdę brak na łapanie wszystkich "życiowych srok" za ogon.
Ale to trudne jest.
Lubię pomagać, patrzeć na poprawę, nie lubię patrzeć na osuwanie w ten sam dół, z którego udało mi się zwierzaka choć kawałek wyciągnąć.
Prześlij komentarz