Zapukała do mnie tak głośno, że dopukała się potrzeby czegoś nowego. Tym razem nie była to standardowa potrzeba nowej fryzury, ale potrzeba nowego końskiego. Tzn. nie nowego konia, ale zrobienia czegoś zupełnie nowego z końmi. I tak wróciłam do niezrealizowanego pomysłu z zeszłorocznego wyjazdu wakacyjnego: jazdy na Duszku z Truskawką jako luzakiem.
Pukanie usłyszałam, jak bylam już w stajni i było za późno na odświeżenie wskazówek, o które kiedyś poprosiłam na forum. Nie pozostało nic innego jak popłynąć z prądem.
Pierwsza trudność - wsiadanie. Przyznaję, że tu poszłam na łatwiznę i poprosiłam kogoś o przytrzymanie Truskawki. Przejęłam ją, jak już siedziałam na Duszku. Muszę przemyśleć, jak przeprowadzić ten manewr samodzielnie.
Początkowo oba konie były lekko skołowane, nie bardzo wiedziały, o co chodzi, ale jako tako poruszaliśmy się do przodu. Gorzej było przy zmianach kierunku. Duszek wyraźnie nie dowierzał, że ma skręcić w kierunku żywej przeszkody czyli Truskawki i proponował chody boczne od Truskawki. Truskawka z kolei wolała iść za jego zadkiem niż obok niego. A ja miałam problemy z manewrami liną, która jakoś po skróceniu szybko się wydłużała pozwalając jej iść z tyłu. Raz nawet przeszła za zadkiem Duszka na drugą stronę, co Duszka zupełnie zbiło z tropu, bo lina opasała mu zadek. Zbiło z tropu w sensie pozytywnym, nie spanikował, tylko spokojnie czekał na wskazówki, co ma robić. Ciekawe, co by było gdybym nie przełożyła tej liny na drugą stronę. Może by zareagował tak, jak podczas podobnej zabawy z ziemi, czyli okręcił się i stanął twarzą w twarz z Truskawką?
Ogólne podsumowanie: jak na pierwszy raz - pierwszy raz dla całej naszej trójki - było super. Żadnej nerwowości, cały czas kombinowanie o co chodzi i co zrobić. Na tyle się w tym trio dotarliśmy, że odważyłam się na eksperymentalne zakłusowanie, które w niczym nie zmieniło nastawienia koni do nowego zadania. Najlepiej wychodziło cofanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz