12 lis 2011

Kroczek w stronę paddock paradise

Post poświęcony nowej stajni.

Stoimy tu od powrotu z wakacji. Wymyśliłam sobie, żeby przeprowadzkę połączyć z wyjazdem wakacyjnym, żeby: - po pierwsze koni nie stresować przyjazdem do nowej stajni, a potem zaraz kolejnym wyjazdem, - po drugie oszczędzić na kosztach przewozu. Pomysł byłby dobry, gdyby nie to, że....

Wakacje były dwuczęściowe. Najpierw tydzień rodzinnie zwiedzając Izrael, powrót w piątek rano, w sobotę planowany wyjazd z Jaśkiem i końmi. W domu pod naszą nieobecność remontowała się łazienka, co mocno przyczyniło się do horroru, jaki towarzyszył przygotowaniom do wyjazdu z końmi. Bo remont łazienki w jakiś nieokreślony bliżej sposób spowodował, że zepsuła się pralka (dla jasności - pralka nie stoi w łazience). Kupa rzeczy do prania - na wyjazd na Mazury, potem na wyjazd Jaśka z kolegami gdzieś tam. Na szczęście jest dobra sąsiadka, która użyczyła swojej. Ale nie muszę dodawać, że zrobienie siedmiu prań u sąsiadki jest bardziej kłopotliwe i zabiera więcej czasu, niż zrobienie ich u siebie. Prań przeplatanych pakowaniem siebie, kursami do stajni, żeby spakować konie i trwającym wciąż remontem łazienki. Ale przeżyłam, wyjechałam i wróciłam do ...

nowej stajni, od tematu której odbiegłam w tym przydlugim wstępie. Nowa stajnia jest mniejsza od poprzedniej. Mniejsza pod względem ilości koni. Jest ich tu siedem, z czego dwie klacze rencistki, jedna klacz dopiero zajeżdzana, ale na razie bez jeźdźca, cztery konie użytkowane, w tym dwa moje. Mniejsza pod względem terenów okołostajennych. Ujeżdżalnia dużo mniejsza - jak pierwszy raz spojrzałam na nią z wyskości konia, pomyśłam, że nie dam rady na niej jeździć (ale myliłam się, jeżdżę i "małość" już mi nie przeszkadza). Mniejsze też padoki. Są dwa - jeden trawiasty, drugi beztrawowy.

No i w końcu doszłam do tytułowego paddock paradise. Na padoku beztrawowym jest poidło i wiszą 3 siatki z sianem. Okazuje się, że do poruszania się nie jest niezbędny duży teren. Niezbędny jest powód. W poprzedniej stajni powodu brakło. Konie głównie stały nieruchomo. Był to bardzo smutny widok. Tu ruszają się: od siatki do siatki, z własnej ciekawości, czy przeganiane przez kumpli i kumpelki.

Oczywiście, nadal tego ruchu nie mają w nadmiarze, ale efekt i tak jest. Chociażby w kopytach - nie muszę skracać ścian tak często, jak poprzednio, same sobie ścierają na piasku. Strzałki też się polepszyły - ruch + codzienne sprzątanie w boksie.

No i jest to pierwsza nasza stajnia, gdzie konie mają siano bez ograniczeń.

Koniom lepiej. Ja natomiast - niestety - stałam się częstszym gościem stacji benzynowych. Do poprzedniej stajni miałam 7 km, teraz - 29.