25 sie 2009

Króciutko powakacyjnie


__________
Bardzo króciutko – byliśmy tam, gdzie urodziła się Truskawka, wróciliśmy tydzień temu.

W wersji krótkiej, ale rozwiniętej:
Miałam mnóstwo planów, niestety, dwa tygodnie to bardzo mało i z planów wyszło niewiele. Głównie jeździłam w tereny i jakoś na inne rzeczy czasu nie starczyło. Co prawda terenowanie wniosło coś istotnego do edukacji Dusika. Nauczył się chodzić w zastępie i przestał rzucać się na konia poprzedzającego, aby ugryźć go w zadek. Przy nielicznych poprzednich próbach jazdy za innym koniem robił to bez przerwy, co mnie skutecznie zniechęciło do tego rodzaju rozrywek

Niestety, nie udało mi się opracować strategii walki z łakomstwem Dusika. On dosłownie nurkuje w trawę, nie jest to jakieś dyskretne podgryzanie w locie. Wygląda to tak, jakby wieki całe nic nie jadł, a tymczasem mieszkał sobie 24h na trawiastym padoku (mam krótki film z tego padoku, ale niestety zbyt wolno się ładuje i zrrezygnowałam z zaprezentowania).

Oba konie chodziły na pastwisku jak przyklejone. Zabieranie Duszka Truskawka znosiła spokojnie (może dlatego, że dla niej było to miejsce bardziej znajome). Natomiast jak zabierałam Truskawkę, Duszek rżał rozpaczliwie. Z czasem nasilenie dźwięku zmalało, a pod koniec pobytu poczuł się tak silny, że przegonił wałacha, który wyszczurzył się na Truskawkę. Bardzo byłam z niego dumna!


Jedziemy w teren. Na siwym koniu Jasiek, a siwy koń to Tęcza, matka Truskawki.


Oto nieliczne osiągnięcia „poza terenowe”:

Ciąg dalszy zeszłorocznego wchodzenia na oponę: tym razem ja w górze.


Niby-nowa FG z Truskawką. Było to jej pierwsze spotkanie z parasolką, a zachowywała się tak, jakby cały życie nic innego nie robiła, tylko jak wielka dama spacerowała z parasolką. Zniechęciło mnie to zupełnie do kolejnych prób, bo po co, skoro ona to wszystko juz widziała?
Wstyd przyznać, ale to by było chyba wszystko, co robiłam (naturalnie poza piłowaniem i dopieszczaniem kopyt).

No i mieliśmy cykl spotkań końsko-rodzinnych.

Po pierwsze Truskawka zobaczyła się z matką.
Po drugie Truskawka poznała dziadka. Okazało się, że na stanówkę przyjechał Landos, ojciec Kapera, który jest ojcem Truskawki. W dodatku na liście planowanych podbojów Landosa była Tęcza, matka Truskawki. Trochę mną wstrząsnęło, że najpierw z synem , potem z ojcem .... Nawet nie chcę myśleć, kim dla Truskawki będzie ten nowy źrebak.
Po trzecie pojechaliśmy odwiedzić matkę Duszka, niestety bez Duszka, bo chociaż miejsce niezbyt odległe, trzeba by było przedrzeć się przez bardzo ruchliwą szosę i inne drogi. Na to nie jesteśmy z Duszkiem gotowi (i myślę, że nigdy nie będziemy).

1 komentarz:

folkmyself pisze...

Aniu widzę ze wakacje udane!
A jaki halter ładny!