25 sie 2009

Kilka dobrych wieści



Brytania nie miała problemów z brzuchem od prawie dwóch miesięcy. W sobotę dostała powtórkę odrobaczania Equimaxem i wygląda jak najzdrowszy koń na świecie :) Po meszu sierść zrobiła jej się błyszcząca, kopyta oczywiście nie mają śladów pęknięć - tylko jedno tylne krzywe mamy. Zobaczymy na ile uda się poprawić.
...obawiam się tylko, że się nieco za bardzo panienka upasła jak na niespełna trzylatkę ;)

Campina skończyła dwa tygodnie temu lasero- i krioterapię na swój staw pęcinowy. W niedzielę ostrożnie sprawdzona w kłusie na twardym - nawet jeśli kuleje, to tak nieznacznie, że tego nie widzę.

Wiedźmin na łące nie kuleje, na twardym boimy się sprawdzać ;) Dobrze mu robi cotygodniowe skracanie pazura w przednich łapach, więc piłujemy. Kopyta wyglądają niezbyt pięknie (płaskie podeszwy, brzydka linia biała) - podejrzewam, że problem w zbyt dużej ilości cukru w trawie. Na jesień powinno się poprawić...

Oba dostają teraz suplement "dla kontuzjowanych" do żarcia i chodzą na wydzielone łączki, w takim układzie jak przed chorobą Brysi.

Lucyferek za to kuleje jak nieszczęscie. Prawy przód zrobił się znowu wyraźnie sztorcowy. Poza tym ma całą skórę w dziurach od konfliktów z dużo, dużo większymi od siebie wałachami. Pokochał się wzajemnie z Matrixem (kuc szetlandzki). I jest szczęśliwy - bo zdecydowałyśmy puścić go ze stadem. Będzie jeszcze miał czas oszczędzać chorą nóżkę. Od września jedzie do nowego domu...
Co do zachowania - Aga zajmowała się nim pilnie, w pewnym momencie nastąpił przełom - i jest grzeczny jak aniołek. Mały, upadły aniołek, rżący jak trąba jerychońska ;)

Jak tak dalej pójdzie, to będę mieć czas na PNH, a może nawet na jazdę! :)

Brak komentarzy: