Każdy z nas pracuje z końmi. Każdy z nas ma coś wspólnego z PNH - niektórzy idą ściśle z programem, inni łączą naturals z najlepszymi elementami szkoły tradycyjnej, niemniej wszyscy uznają, że Pat Parelli wymyślił coś niezwykłego, co otworzyło nam drogę do współpracy z koniem na zupełnie nowym poziomie. Jeśli pracujesz z koniem metodą Pata Parellego i chcesz zostać współtwórcą tego bloga, napisz krótki e-mail w tej sprawie na adres dorota.konowrocka@gazeta.pl
25 cze 2009
Brysiowa klinika
Decyzja o pojechaniu do kliniki zapadła błyskawicznie... przede wszystkim chcę bardzo podziękować wszystkim dobrym duszom zamieszanym w akcję:
Najbardziej Kasi za pożyczenie przyczepy i Magdzie za postawienie na głowie całego porządku dnia i pojechanie w trasę - dziewczyny, jesteście kochane!!!
Oczywiście wielkie dzięki dla Ani Truskawkowej i Alviki za silne wsparcie moralne i logistyczne!!
Campinie mojej kochanej, za to, że wahającej się Brysi, mimo swojego lekkiego stresu, pokazała jak się wchodzi do przyczepy i posłużyła rudym zadkiem za zachętę do wejścia (jest na mnie chyba śmiertelnie obrażona za takie wykorzystanie, dzisiaj udawała, że mnie nie widzi).
No i dla wszystkich pozostałych, którzy się interesowali losem Smoczycy - dziękujemy!
Wróciłam wczoraj, Brytania została na obserwacji - wczoraj pierwszy dzień dostała jedzenie, nie wiadomo czy się nim znowu nie zatka, więc zdecydowałam ją zostawić. Tym bardziej, że opieka w służewieckim szpitalu jest naprawdę dobra - i pod względem ściśle medycznym i pozamedycznym (czysto, dobrej jakości żarcie, pozytywne podejście bez agresji do zwierzaków).
Co do diagnozy: Brysia przyjechała już lekko przegłodzona. Dojeżdżając zaczynała kolejny atak (przyspieszone tętno, spociła się, chociaż w trakcie podróży była sucha - sprawdzałyśmy ją co godzinę), lekarze dyżurni potraktowali ją lekami rozkurczowymi, płukanie żołądka usunęło trochę "śmieci", badanie rektalne wykazało lekkie przemieszczenie okrężnicy i stwardniałą treść. Po tych zabiegach, jako że była spokojna (nie rzucała się, nie grzebała), została wrzucona do boksu z trocinami pod obserwację z pomiarem parametrów. Atak przeszedł.
Rano została zbadana przez dr Samsela - jelita wróciły na swoje miejsce i wszystko było już miękkie, brzuch się zapadł. Ze względu na mleko kapiące po nogach, została też zbadana przez specjalistę od rozrodu - po raz kolejny wykluczył ciążę, stwierdził natomiast rozszalały, powiększony jajnik. Dostała zalecenie leczenia hormonalnego po wyjściu z problemów "brzuchowych". Ze względu na "pojawiające się i znikające ataki" było podejrzenie wrzodów żołądka/dwunastnicy - w środę miała robioną gastroskopię, która wykluczyła wrzody (śliczna, gładka śluzówka, bez zarzutu).
Młoda była głodzona z krótką przerwą na dwie porcyjki moczonego sianka od 13 w poniedziałek do 10 w środę. Była straszliwie głodna na koniec... ale... kiedy przyjechała bardzo dużo piła - a jeszcze przed wyjazdem z Gdańska, bardzo dużo piła i jadła - po głodówce piła dużo rzadziej i porcjowane sianko jadła bardzo spokojnie. Nie wiem czy to stała tendencja, ale wygląda jakby się nieco uregulowała.
Po gastroskopii dostawała moczone sianko co godzinę w małych porcjach do kolacji, na kolację "dodatek na trawienie" plus normalna porcja moczonego siana... no i tak ją zostawiłam. Tętno miała w granicach 32-38. Do tej pory, kiedy wspominam weterynarza, który w Gdańsku zmierzył jej tętno, wyszło mu 60 i powiedział, że ona jest zdrowa (śmiejąc się z nas, że histeryzujemy), to otwierają mi się w kieszeni nie tylko noże, ale też nożyczki, klucze i zestawy turytyczne z widelców i łyżek.
Zalecenia na teraz (jeśli nic się nie będzie działo po tym, jak się jelita porządnie napełnią - oby): przez miesiąc zwierzątko będzie stało na trocinach i dostawało tylko siano (bez słomy), bo ostatecznie z wywiadu najbardziej prawdopodobne jest zatkanie słomą - lekko się zatkała i nie mogła się odetkać, ponieważ cały czas miała dostęp do słomy. Diagnoza jest "prawdopodobna" a nie stuprocentowa, bo mała przyjechała już po największym ataku. Mam nadzieję, że brzuszek się profesjonalnie ustabilizuje w klinice i przestaniemy na niego ogólnie narzekać.
Dodatkowo dostała odrobaczanie iwermektyną w zastrzyku (tak, znowu wyszły jaja w kale...) i w tej chwili dostaje leczenie hormonalne na ten jajnik.
Uff... W poniedziałek albo w środę jedziemy po nią :)
Dzięki raz jeszcze wszystkim dobrym duszom, w Gdańsku i w Warszawie! :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Oj Oj zeby tylko wszystko bylo dobrze po normalnym jedzeniu,trzymamy kciuki Basia i Pepi.
Dzięki :) Dzisiaj nie dzwonili, więc sianko przechodzi. Oby tak dalej...
Prześlij komentarz