Dawno nie pisałam co słychać...
Na początek weterynaria.
Wiedźmin nadal stoi w boksie, dostał 3 tygodnie temu zastrzyk dostawowy ze sterydem i kwasem hialuronowym. Jest lepiej. Kulawizna praktycznie zeszła, ale cały czas temperatura koronki odbiega od normy. W zeszły piątek (czwartek?) odbiegała mocno, we wtorek już nie za bardzo. Wczoraj było prawie dobrze... liczę na to, że jutro koronka będzie chłodna i nie trzeba będzie powtarzać zastrzyku. Zbieraj się, hucuł!!!
Brytania była ostatnio ponownie odrobaczona, tym razem pyrantel (Antiverm). Jak ze skutecznością tegoż - przekonam się za jakieś 2-3 tygodnie. Zrobię badanie, ciekawe czy coś wyjdzie. A jej kopyta mnie zachwycają, szczególnie przednie. Zmiana jest niesamowita :) W tylnych bardzo płytkie rowki przy strzałkach. Czyli trzeba kopyto zacieśnić. Czytam o kopytach wszystko co się da, składam sobie z tego coraz spójniejszy obraz.
Koniec weterynarii!! Campiny na nic nie leczę. Wierzycie? Jest zdrowa. Po prostu. Nie kuleje, nie ma problemów z brzuchem, żadnych mięśniochwatów, nie ma grzybicy.
...tylko potwornie się nudzi i pyta kiedy w końcu zaliczamy L1-L2 on-line. Ma rację. Pyta też, czy mogłabym trochę jasniej wyrażać siebie pod siodłem. Bo jestem na jeździe tak chaotyczna, jak na początku na ziemi pewnie. Koń cierpliwy jak rudy anioł. Tak, bo ostatnio jeździłyśmy trochę.
Najpierw była jazda pozytywna - duża ujeżdżalnia, śniegu full, ludzi mało - trzy końskoludzkie pary. Jasne założenie - uczymy się sygnału do ruszania. Więc rozgrzewka z ziemi, wsiadam, nakłaniam zwierzę do ruszania, chwalę głosem i głaskaniem, jeśli się uda. Jeśli przejdzie więcej niż trzy kroki, to cieszę się tak bardzo, że zsiadam. Na koniec udało nam się przetuptać z grubsza skosem prawie całą ujeżdżalnię, byłam z rudzielca dumna, a jej się chyba podobało :) Drobny akcent - myślałam, że łatwiej będzie podczepić się "do ogona" i pojechać za innym koniem. W pewnym momencie, obserwując moje wysiłki, Mateusz litościwie podjechał z Amigo i próbował nas "zgarnąć". Myślicie, że rude zabrało się "na ogon"? A gdzie tam! Indywidualistka. Poza tym uczona, że zawsze trzeba zwracać uwagę na człowieka i tylko na człowieka, i to naprawdę jest nieistotne, co robią w tym czasie inne konie. Zabawne, że to działa z siodła. No cóż, pozostały mi samodzielne zmagania ;) Na pewno później mi się to jej podejście przyda :)
Turlamy się... ;)

...przed siebie, jakośtam, czysta radość

Powiedzcie, jak ona to robi, że się przemieszcza, poruszając tylko przednimi nogami, hmmm?.. :P
Druga jazda - to był błąd, wpakowałam się na małą ujeżdżalnię ze stadem koni, naprawdę stadem, niech policzę... dwa... cztery... sześć... ruda była siódma? W każdym razie ciężko było o przestrzeń, co niektórzy nawet próbowali galopować, musiałam zjeżdżać im z drogi, więc ciągle "gadałam do łba" na temat kierunku. Tak, czuję, że to za wcześnie, odrobinę za wcześnie, może 2-3 sesje powinny być podobne do tej poprzedniej, zanim wprowadzę kierowanie. Problem w tym, że na tej małej ujeżdżalni bez kierowania nie da się jeździć. Ogólnie: miałam po tej sesji niesmak i wrażenie chaosu, rudzielec zapewne też.
Efekt był jasny i czytelny, tak, przyjmuję feedback od mojego konia pokornie, biorę go do wiadomości i staram się wyciągnąć wnioski, które brzmią - nie jeździmy w towarzystwie liczniejszym niż my + dwie pary i to niespecjalnie szalejące. A jak wyglądał feedback? A tak, że na trzeciej sesji wróciło sięganie do mnie zębami przy zapinaniu popręgu (nie siodłaj mnie!! nie chcę!!).
Na trzeciej sesji też było ciasnawo, ale włączyłam marchewy jako pozytywne wzmocnienie próby wykumania, o co mi chodzi w kierowaniu. Leżały sobie porozrzucane na różnych przedmiotach, a ja próbowałam zwierzę z góry nakierować na te przedmioty i pokazać marchewę. Było jakby odrobinę lepiej, ale co o tym rude myśli, tak naprawdę nie wiem. Dowiem się zapinając popręg następnym razem ;)
Poza tym pracujemy z ziemi nad chodami bocznymi nad różnymi przedmiotami. Dawno się tym nie zajmowałyśmy, więc na początek nad drągiem. Nie jest tak łatwo jak myślałam, że będzie. Hurraaa, problem! Wyzwanie! ;)
Ach, pisałam, że Campiny nie leczę, to nieprawda, oczywiście. Leczę ją na chodzenie przednimi nogami "z palca". Ma niezbyt piękną, wąziutką strzałkę z bardzo głębokim rowkiem centralnym w lewym przodzie, więc ile razy jestem, wstrzykuję w nią "Pete's Goo", czyli autorską mieszankę maści Pete Rameya. Odrasta, ale tak powoooli...
2 komentarze:
Kasia, przyzwyczaaj ją do jazdy w towarzystwie. My z Dusiaczkiem zawsze samotnie i jak teraz chcę się podłączyć do kogoś, on gryzie w zadek konia przed nami. Ostatnio trafił nam się anioł, który ugyziony nawet nogą nie ruszył. A ponieważ ten anioł nazywa się Euro, rozumiem to jako jednoznaczną wskazówką, że powinniśmy wstąpić do strefu euro.
:)
Też myślę, że strefa Euro dobrze by nam zrobiła i powinniśmy przestać gryźć ją w zadek ;)
...a tak serio to cieszę się z każdej samotnej sesji z rudą, bo jakoś rzadko nam się one zdarzają.
Zawsze jakoś "raźniej w towarzystwie", więc gdzieś w okolicy mamy Wiedźmina, Brytanię, Bilona, Amigo albo czasem jeszcze innego kopytnego (Chonsu na przykład :D). Przy takich okazjach wyraźnie tłumaczę rudej, że wymagam od niej 100% tolerancji dla obecności innych zwierzaków i nie ma mowy o tuleniu uszu nawet, o gryzieniu w zadek nie wspominając. Efekty są, zwierzę będąc ze mna w większości przypadków nie podejmuje interakcji (szczególnie agresywnej) z innymi futrzakami. Czasami oczywiście próbuje - zapolować na psa, albo wywalić z dwururki w stronę Chonsa 8|, ale nie odpuszczam tego, bo uważam to za zwyczajnie niebezpieczne.
..nie, raczej takiego problemu mieć nie będziemy, raczej się obawiam niepokoju i braku skupienia podczas samotnych jazd, dlatego ciągle sobie obiecuję, że więcej sesji będziemy spędzać same.
Prześlij komentarz