_____
Jest łatwiej. Po pierwsze dlatego, że pomysł, żeby robi ć na bieżąco, okazał się strzałem w dziesiątkę. Wczoraj trochę skróciłam ściany Duszka, ale nie było tego dużo i poszło szybko. Dziś powycinałam martwy materiał z rowków środkowych Duszka (wczoraj tego nie widziałam???!!!) i zabrałam się za ściany Truskawki. Mimo że upłynęło więcej czasu niż ostatnie skrobanie Duszka, też nie było dużo roboty. Chociaż jej kopyta wciąż nie są takie, jak bym chciała, ale przyjęłam zasadę, że lepiej mniej i częściej niż od razu po całości za dużo. Postawiłam na ostrożność.
Po drugie zrobiło się mokro. Nawet na naszym suchym terenie pojawiły się błotne miejsca, a piach na wybiegach jest wilgotny. Woda = remedium na twarde kopyta. W efekcie werkowanie kopyt Duszka to bułka z masłem, a kamienne kopyta Truskawki osiągnęły stan Duszkowy sprzed ery wilgoci.
Przy okazji zajęć kopytnych wyszło moje bałaganiarstwo: w trakcie pracy rozrzucam wokół siebie narzędzia. W związku z tym pod kopytami Truskawki poniosłam już pewne straty sprzętowe (dobrze, że obyło się bez strat w końskiej nodze). Walcząc z bałaganiarstwem opracowałam patent: tarnik wsadzam do cholewy termobuta (niestety, wygoda czysto sezonowa). Skoro o narzędziach, dodam jeszcze, że bardzo dobrze sprawdza się nożyk polecony przez kowala. Szkoda, że nie jest dwustronny. Byłoby jeszcze lepiej. Może dokupić lewostronny? Ale wtedy jeszcze jedna rzecz do rozrzucania.
Żeby nie było, że tylko kopyta i nic więcej się nie dzieje (chociaż te kopyta strasznie wciągające). Dzieje się: wczoraj Duszek z ziemi na długiej linie, dziś Truskawka z ziemi na krótkiej linie plus spacer w terenie po okolicznych pagórkach. U nas teren wokół stajni nieco sfałdowany, więc ciągam kobyłę po tych górkach w ramach budowaniu mięśni i przygotowania do jazdy. Staram się też wybierać urozmaicone podłoże, żeby chodziła trochę po twardszym (to z myślą o kopytach), ale z tym jest ciężko. Kawałek udaje nam się przejść po bitej drodze i to wszystko. Nie sądzę, żeby zrobiło to jakąkolwiek różnicę.
Obserwacja: zdecydowanie trzeba więcej wysiłku włożyć w wypracowanie szacunku u Truskawki. Niby robi to, o co ją poproszę, ale mam wrażenie, że to takie robienie na odczepnego.
Poza tym trochę przeraża mnie tempo jej kłusa w CG. Jak Duszek porusza się w CG, mam wrażenie, że wystarczy głośniej odetchnąć, a on zgaśnie. W porównaniu z nim Truskawka pędzi z prędkością światła. Mam nadzieję, że nie będzie wyrywna pod siodłem.
Na zakończenie przyznaję się do brzydkiego uczucia. Zżera mnie zazdrość. Wyczytałam na blogu Edki, jak wyszło jej CG z dwoma końmi. Ja też tak bym chciała. W ogóle bym chciała móc coś robić z dwoma na raz.
2 komentarze:
Nasze kopytka też miększe :) Ciekawe kiedy dotrze Mustadowy tarnik z Horsepolu (tak, zamówiłam wreszcie)...
Co do kłusa Truskawki - rudzielcowi od trzylatki do pięciolatki tempo spadło drastycznie, więc może nie ma się czym przejmować ;) a może równowagi jej brakuje? Jakieś górki terapeutyczne/drągi zapodać?
Zabawy z dwoma końmi naraz - gdybym miała próbować czegoś takiego, to ino Campina z Bilonem - a karego pewnie Ania nie wypożyczy ;) One są wystarczająco pod kontrolą, żeby się za to brać. Wiedźmin/Brysia? Zapomnij... przynajmniej na razie ;)
A Campi + Bilona przy okazji "obsługi" prowadzałam parę razy równocześnie. Kiedyś na przykład ruda na halterku, Bilon na savvy stringu przez szyję. Przy bramie kolejno prośby o przeciskanie do obu, odangażowanie dwóch zadków, oba czekają, miło i wygodnie :) Jedyne czego musiałam lekko pilnować, to żeby mi się rude nie szczurzyło na Bilona.
Obyś miała rację z tym tempem. Podtrzymuje mnie na duchu, że Sylwia kiedyś wpomniała, że Truskawka tez nie widzi sensu w bieganiu (tak jak Duszek). I takie konie lubię!
Mam nadzieję, że kiedyś dojdę do wspólnych zabaw z dwójką.
A co do Wiedźmina to chyba już się pogodziłyście (z Agą na czele), że macie indywidualistę?
Prześlij komentarz