22 gru 2008

...ruszyłyśmy :)



W niedzielę stwierdziłam, że czas zająć się czymś innym niż kopyta - już i tak śnią mi się po nocach, a rudej na pewno śni się człowiek w dziwnych rękawicach, wnioskując po jej ciężkim wzdychaniu.

Pogoda była piękna, jak kawałek wiosny w środku zimy - ciepło, słonecznie, gdyby jeszcze nie było wszędzie błota po kolana, to wyglądałoby naprawdę sympatycznie. Bilon i Amigo akurat zabrały swoich ludzi na plac pod lasem, więc postanowiłyśmy dołączyć z Campi i Wieśkiem. Wiedźmin poszedł bez siodła, za to rudzielec ambitnie w swoim Barefoocie. Na placu trochę się poruszałysmy, przypominając sobie zmiany kierunku, przejścia stęp-kłus, a potem stwierdziłam, że wypada sprawdzić, czy podstawowa wersja circling game działa. No i hmmm... how interesting, na dzień dobry moje maleństwo nie myślało zrobić trzech kółek kłusa bez wchodzenia do środka koła - chwilę o tym "porozmawiałyśmy", dostałam 4 kółka kłusa bez dalszych dyskusji i uznałam, że wystarczy. Mimo że miejsce w sumie dla Campiny nowe, była tam dopiero drugi raz, to zachowywała się dość spokojnie. Stwierdziłam więc, że wsiądę i poćwiczę zgięcia boczne... a skoro już siedziałam, koń taki spokojny... to może sprawdzę czy się uda ruszyć? Wdech, uśmiech, lekkie przyłożenie łydki - koń się ruszył, ale niekoniecznie do przodu. Pogłaskałam i od początku... za trzecią próbą dostałam ruch do przodu - ucieszyłam się jak głupia :) Pogłaskałam, dałam marchewkę i chwilę przerwy. No i tak trzy razy - raz nawet udało się i ruszyć i zatrzymać na sygnał. Średnia ilośc kroków to coś koło 5, ale raz udało nam się osiągnąć ponad 10, jedzieeemyyyy :)


Czułam się w siodle trochę pewniej niż poprzednim razem - może dlatego, że teren równiejszy, a może faktycznie dzięki ostatnio praktykowanej glebie na gościnnym przywidzkim terenie ;)

Mam wrażenie, że ruda zrozumiała i zaakceptowała, że to coś na górze, to ja. Nie jest niepewna, czasem strzyże uchem w moją stronę, albo zagląda, czy przypadkiem nie mam jakiejś marchewki (z siodła częściej niż z ziemi dostaje). Pozytywnie :)

Oprócz ujeżdżania brykającego, dzikiego rumaka, praktykowałyśmy zawijanie konia w wielką czarną folię. W ramach przypomnienia zawijanie tylko od ogona do kłębu - nie było już za dużo czasu. A szkoda, bo folia ogromna i starczyłoby na całego konia. Może następnym razem.

Sesja krótka, ale raczej ciekawa. Rude niechybnie powie, co o tym sądzi, następnym razem.

Następna wizyta na pewno - nie ma tak dobrze - będzie miała w temacie kopyta Brytanii... a później... kto wie :)

3 komentarze:

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Przypomiao mi się: czy ćwiczyłyśmy szybkie poruszanie się pod siodłem? (ale bez jeźdźca). Pytam, bo u nas było tak: prowadzałam Truskawkę z siodłem i było spoko, ale tylko stępowałyśmy. Potem patrzyłam, jak Sylwia pogoniła ją z siodłem i kobyła zaczęła walić barany. Pytałam Syliwę, co się nagle stało. Otóż jak rusza się szybciej, zaczyna bardziej odczuwać, że popręg i siodło ją krępuje. Lepiej, żeby te barany zaliczyła bez jeźdźca.

Ania + Truskawka&Duszek pisze...

Nie wiem, jak edytować komentarz. Pierwsze zdanie miało brzmieć:

Przypomiało mi się: czy ćwiczyłyście szybkie poruszanie się pod siodłem? (ale bez jeźdźca)

dea i Campina pisze...

Dlatego chciałam ją przegalopować z siodłem ;) Słyszałam, że podobny efekt jest przy skokach, skoki są zupełnie OK. Galopu nadal nie testowałyśmy... ale ostatnio coraz lepiej jest w temacie "porozumienia energetycznego", więc może wrócimy do tematu.

Dzięki za przypomnienie :)