14 wrz 2008

Trzecie L

______
Niedawno Kasia pisała o pierwszym L. Ja chcę podzielić się moimi ostatnimi doświadczenia w związku z trzecim L (a raczej jego brakiem).

Zaczęło się od tego, że Duszek zaczął cofać się, jak podczas siodłania sięgałam pod brzuchem po popręg. Obejrzałam i obmacałam brzuch, popręg, siodło, szukając czegoś, co może sprawiać mu ból. Reakcji bólowych zero. Porobiłam trochę FG z popręgiem, zapięłam. Po paru dniach to samo. Zanim nastąpił trzeci raz, przyjechał Berni na kurs i jak go wiozłam do Celbantu, zapytałam, co może być przyczyną. Berni powiedział „maybe he is questioning your leadership”. To było pierwsze światełko, które mi lekko zamrugało.

A w czasie kursu była już iluminacja. Nawet wykonując moje polecenia Duszek bujał myślami wszędzie, tylko nie przy mnie, zaczął trącać mnie głową, raz mnie ugryzł (drugi gryz w naszym wspólnym życiu, pierwszy był tak dawno, ze zupełnie o nim zapomniałam). Pomaleńku wyciągał piłę z kryjówki i zbliżał ją do krzesła, na którym siedziałam. Berni dyplomatycznie powiedział, że brakuje mi „a little bit of leadership”. Określił to delikatnie, bo wiem, że nie o “little bit” chodzi.

Więc moje najbliższe plany to naprawienie naszych relacji. O wsiadaniu na razie zapominam, najpierw spróbuję z ziemi mu pokazać who is who. Tym bardziej jestem zdeterminowana, że po raz pierwszy naocznie przekonałam się, jak ważne dla Duszka (tak jak dla każdego konia) jest mieć oparcie w przywódcy. Gdy pierwszego dnia wkroczyliśmy na ujeżdżalnię pełną koni, myślałam sobie: biedny Dusiaczek, nowe miejsce, tyle nieznanych koni, kompletnie nowa sytuacja (nigdy nie był w towarzystwie tylu koni na raz), jak on sobie poradzi, ma prawo się rozpraszać, mój biedny koniczek. Tymczasem Berni wziął go do zademonstrowania jakiegoś ćwiczenia, pokazał mu, kto rządzi i niepewność Dusiaczka odeszła w niebyt. Skupiony, spokojny, reagujący na niskie fazy …

Zadanie dla mnie nr 1: nie nabrać się na słodkie oczy konika. On nie potrzebuje kiziania miziania. Ditto Truskawka. Zaniedbałam ją bardzo, bo po powrocie z wakacji nagrywałam zaliczenie jedynki, a co za tym idzie był tylko Duszek. Potem kurs. Ale teraz zaczynam grać o przywództwo – z obojgiem.

… w trzech równych dawkach. Jak do tego dojść?

1 komentarz:

dea i Campina pisze...

Masz rację, równowaga jest bardzo ważna. Nie sztuka miotać się między skrajnościami - i frustrować konia.

Co do leadership, to nasze potwory nie dają nam zasypiać za bardzo - piły cały czas leżą w skrzyneczkach przygotowane, jak nie jeden, to drugi, jak nie drugi, to trzeci ma pomysły. :)

A Wiedźmin dzisiaj Przyciskał Guzika - mało się nie popłakałyśmy ze śmiechu z Agą. Był w wybitnie psotnym nastroju - widziałyśmy już z daleka, jak biegał po pastwisku, rozstawiał konie po kątach, skubał chwilę trawę i znowu dokądś leciał. Ponieważ ostatnio po przybiegnięciu kłusem do Agi dostawał zawsze marchewkę, podbiegł oczywiście. Dostał oczywiście. Po czem w te pędy odbiegł galopem. Tylko po to, żeby za moment wrócić kłusem - hej, jest jeszcze jedna marchewka?!
:D