6 wrz 2008

Odrywamy się od ziemi, cd.

W zeszłą niedzielę pierwsze przewieszanie, w tygodniu nie było czasu podjechać do stajni. A dzisiaj - dostałam pierwszy feedback od Campiny. Zobaczyła mnie na szczycie górki (były w dolince) i od razu zaczęła sunąć (pod górę! wiecie jakie to cięężkieee?...) w moim kierunku. Ostatni odcinek, zachęcona moim cofnięciem się i machnięciem karotem, podbiegła :) Chyba nie kojarzy jej się tak źle siodłanie ;)

Dzisiaj czas mocno ograniczony miałyśmy, więc powtórka z rozrywki: najwięcej zajęła nam kąpiel w Manusanie (żeby zminimalizować możliwość przeniesienia grzyba na siodło...). Później suszenie na trawce, siodłanie, dopięcie popręgu (dość luźno), jeszcze chwila pasienia, spacerek z siodłem z dopinaniem popręgu w trakcie i popasami, kawałkami zakłusowania. Powrót, przejście na ujeżdżalnię, dopinamy popręg o ostatnie dwie dziurki i włazimy - znowu 100% spokoju. Za drugim razem ruszyła dwa kroki, zeskoczyłam, pogłaskałam, wlazłam znowu - stała.

Gdybym miała więcej czasu, wsiadłabym do końca, ale zdecydowałam, że pozytywne skojarzenia ważniejsze i spieszyć się nie będziemy - poluźniłam popręg o te dwie dziury i poszłyśmy jeszcze na chwilę na ulubioną trawkę. Na koniec do stajni, zdjąć siodło, do boksu - napić się i wciągnąć kilka marchewek. Później na pastwisko, sprawdzić gdzie zniknęły wszystkie konie (według Campi na pewno uciekły w międzyczasie).

Podsumowując - siodło jej nie przeszkadza, sterowność z nim ma bardzo podobną do bezsiodłowej. Bardzo ładnie "czyta mi w myślach" i zakłusowuje, zatrzymuje się ze mną na spacerach. Popręg jeszcze umiarkowanie ją denerwuje - zwykle raz, dwa razy patrzy w jego kierunku i dotyka pyskiem. Dzisiaj dokładnie analizowała strzemię. Odrobina stresu przy wsiadaniu jednak jest, jak zsiadłam, to był ziew i wycieranie pyska.
Kolejny pozytyw - nawet jeżeli rude jest lekko zaniepokojone (bo np. stado na pewno już sobie poszło tak daleko, że ich nie dogoni), to jest responsywne. Bardzo. Odpowiada na lekkie sygnały i nie buntuje się. Najwyżej rży i patrzy w kierunku, z którego powinna nadejść odpowiedź.

Ech, wspaniałego mam konia :)

4 komentarze:

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
Anonimowy pisze...

Dea no nareszcie wsiadasz i przestałaś wymyślać różne wymówki:PP
Gratuluje serdecznie i trzymam kciuki:)

Anonimowy pisze...

Tak mnie to strzemię ruszyło.
Ja też zawsze pzowalam się bawic strzemieniem jeśli kon tego chce, w końcu niech sobie sprawdzi co to jest....

Ale trzeba uważac. Widziałam jak koń znajomej bawiąc się złapał strzemię jak wędzidło, i chcąc wyprostować szyję zaklinował się. Wszystko dobrze się skończyło, ale paniki trochę było przy tym...

dea i Campina pisze...

Ona nie łapała strzemienia w paszczę (raczej niespecjalnie paszczata jest, odkąd zmieniła zęby), poza tym mamy plastik + koszyczek (też z tworzywa) - ciężko to złapać (na pewno ciężej niż zwykłe metalowe).
Dzięki za ostrzeżenie :)

Magda - tak, wsiadam, ale w tym tygodniu nie udało się ani razu po południu... zawsze albo padało, albo byłam tuż przed sprowadzaniem koni i już rude nakręcone było, kończyło się osiodłaniem i zaprowadzeniem na trawkę/daniem zadania z ziemi. Tysz dobrze - przyzwyczaja się do siodła i popręgu, niech myśli, że to tak jak halterek - coś co "się zakłada" i tyle. :)

...a jutro ma nie padać. No.