4 wrz 2008

Czas oderwać się od ziemi

Jako rzekłam, tak i czynię. Wychylamy z Campi nasze nosy z naziemnej comfort zone. Póki co, mamy zaliczone:
- osiodłanie po długiej przerwie (zero problemów),
- naziemny stępokłusowy spacerek z siodłem (dwa razy próbowała dziobać popręg - zdejmij to zeee mnieee... ale ogólnie nie wygląda jakby miała problem z obecnością siodła),
- dopięcie popręgu na maksa (podobnie bez problemów),
- uniesienie w strzemieniu i przewieszenie.
Za pierwszym razem zwierzę bez większego przekonania próbowało mnie zjeść, ale po 3 powtórkach był zupełny spokój. Sprawdzimy to następnym razem i jeśli będzie dobrze, to może wlezę do końca ;)

Jeszcze dwa zdania o Brysieńce, dla tych, co trzymają kciuki za jej brzuszek - otóż wygląda on dużo lepiej! Po odrobaczeniu już się nieco poprawił, a po naszym powrocie dostała jeszcze terapię Enterofermentem. Zniknęła biegunka, a "poprzeczny przekrój konia" nareszcie bardziej przypomina owal niż trójkąt. Postaram się zrobić jakieś fotki - oczywiście to na pewno nie koniec, będziemy kontrolować czy robactwo wraca i podawać jakieś wspomagacze, ale na razie widać, że kierunek dobry.
Rana na nodze też się goi - wieeelkie dzięki dla Orfikowej Ani, która dzielnie zajmowała się Bryśką pod naszą nieobecność i dokonywała wszelkich koniecznych zabiegów :)

Brak komentarzy: