Plan Duszkowy
Plan Duszkowy też nie wypalił. Tamtejsza ujeżdżalnia zdecydowanie nie wpływała motywująco na Duszka: mała, ogrodzona krzakami, w których czaił się wróg, a jak wróg się wyniósł, to z kolei trzeba było sprawdzać, co robią konie za tymi krzakami i dlaczego galopują (trzy ściany ujeżdżalni przylegały do pastwisk, a czwartą oddzielała od kolejnego pastwiska tylko wąska dróżka). A ponieważ ogarnęło mnie lenistwo, miałam doskonały pretekst, żeby się specjalnie nie wysilać. W końcu wakacje to wakacje, więc zarówno z ziemi jak i z siodła było luzacko.
Między innymi bawiliśmy sie tak:
Zaczęliśmy od czubka kopytka na oponie, potem nastąpiło grzebanie
Potem były całe przednie kopyta oraz zwroty na froncie w tej pozycji (pełne kółka tylnymi nogami wokół opony). Doszliśmy do tego, że Duszek przechodził przez oponę stawiając na niej tylne nogi, niestety czasu nie starczyło na stanie tylnymi nogami i wszystkimi czterema.
Nie zapominaliśmy o codziennej higienie
Chodziliśmy do przodu
.... ale też do tyłu
Trochę też pojeździliśmy, nawet przez drążki
.... ale też do tyłu
Trochę też pojeździliśmy, nawet przez drążki
Pojeździlismy, mimo, że okropne krzaki wokół ujeżdżalni dawały schronienie najprzeróżniejszym strachom, w związku z czym zaliczyłam sporo Duszkowych skoków w bok. Oto te krzaczory. Straszne, prawda?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz