15 lip 2008

Z kamera wsrod zwierzat

Powoli wdrazamy sie do zabaw i jazdy – pare rzeczy wychodzi lepiej niz przed przerwa (na przyklad wpominane juz przez mnie wspolne galopy na linie od sugestii moich nog), pare gorzej, ale dzis nie o tym, ale o szumnie zwany fotoreportaz o relacjach stadnych w Santorini.

Zrobilismy wstepne polaczenie chlopakow. Na ujezdzalni troche potrzasali ogonami, pokwiczeli (to oczywiscie M) i pomachali lapami (to tez M).



Zostal zaprezentowany wyciagniety klus (to Czarny)


I powolne czalpanie „ku zachodowi slonca” przez M.


Czarny zaproponowal wspolne bieganie, ale ze nie znalazl zrozumienia u krotkiego folbluta (patrz czlapanie, to raczej wyjasnia dlaczego...) w pieknym stylu z miejsca pokonal bramke od ujezdzalni i pobiegl do stajni, zostawiajac nas z aparatami w reku i otwartymi buziami ze zdziwienia.

Jako ze panowie dogadali sie w minute (bo wlasciwie nie tyle sie poznawali, co przypominali sie sobie nawzajem) stwierdzilismy, ze laczymy ich z dziewczynami.

No i tu wyszedl wielki zonk – bo M uznal ze stado, czyli dziewczyny sa jego a Czarnemu nalezy sie figa z makiem. Dwoil sie i troil, zeby zapanowac nad dziewczynami, ktore choc na poczatku zainteresowane, po chwili cala hece rokrecona przez chlopakow mialy gleboko w nosie i generalnie bardziej interesowala ich trawa.

Mielismy i klusa na 10
i dzikie galopy

i rozwiane wiatrem grzywy i ogony

i w koncu desperacka probe pokonania przez folbluta przygotowywanego swego czasu do stipli a przez to zuplenie nie potrafiacego skakac, pastucha miedzy dwoma pastwiskami, kiedy otwarte przejscie bylo dostepne 4 metry dalej. Widocznie hormony, a szczegolnie meskie, uderzaja nie tyko w miejsca intymne, ale tez w glowe, a konkretnie rzucaja sie na oczy.

Brak komentarzy: