Zrobilismy wstepne polaczenie chlopakow. Na ujezdzalni troche potrzasali ogonami, pokwiczeli (to oczywiscie M) i pomachali lapami (to tez M).
Zostal zaprezentowany wyciagniety klus (to Czarny)
I powolne czalpanie „ku zachodowi slonca” przez M.
Czarny zaproponowal wspolne bieganie, ale ze nie znalazl zrozumienia u krotkiego folbluta (patrz czlapanie, to raczej wyjasnia dlaczego...) w pieknym stylu z miejsca pokonal bramke od ujezdzalni i pobiegl do stajni, zostawiajac nas z aparatami w reku i otwartymi buziami ze zdziwienia.
Jako ze panowie dogadali sie w minute (bo wlasciwie nie tyle sie poznawali, co przypominali sie sobie nawzajem) stwierdzilismy, ze laczymy ich z dziewczynami.
No i tu wyszedl wielki zonk – bo M uznal ze stado, czyli dziewczyny sa jego a Czarnemu nalezy sie figa z makiem. Dwoil sie i troil, zeby zapanowac nad dziewczynami, ktore choc na poczatku zainteresowane, po chwili cala hece rokrecona przez chlopakow mialy gleboko w nosie i generalnie bardziej interesowala ich trawa.
Mielismy i klusa na 10 i dzikie galopy
i rozwiane wiatrem grzywy i ogony
i w koncu desperacka probe pokonania przez folbluta przygotowywanego swego czasu do stipli a przez to zuplenie nie potrafiacego skakac, pastucha miedzy dwoma pastwiskami, kiedy otwarte przejscie bylo dostepne 4 metry dalej. Widocznie hormony, a szczegolnie meskie, uderzaja nie tyko w miejsca intymne, ale tez w glowe, a konkretnie rzucaja sie na oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz