4 lis 2007

Koń proponuje i rózne fg

______
Dziś mieliśmy trzeci dzień oswajania z „myjką samochodową”. Duszek mnie po prostu rozbroił. Doszliśmy już do tego, że spokojnie stał z głową w fruwających i szeleszczących taśmach. (Przypominam, że to ten sam koń, który na widok jakiegolwiek sznurka panikował). No więc stoi Dusiaczek w tych taśmach, łypie na mnie z wyraźnym pytaniem, co ma jeszcze zrobić i mówi: a może chcesz, żebym to zjadł? I bach, taśma do pyszczydła. Więc go głaszczę i wyjmuję taśmę i mówię „ nie Dusiaczku, to nie o to chodzi”. Więc on: a może mam postawić nogę na drągu – i bach, noga na drągu.

Dałam mu na dziś spokój i nie pchałam, żeby przeszedł pod tymi taśmami, bo poza samym przejściem wymagało to jeszcze schylenia głowy – niestety, nie mam jak tej kontrukcji umocować, żeby było wyżej.

Inne oswojone ostatnio strachy to wlewanie do pyska płynu przy pomocy strzykawki. Wykorzystałam pomysł Klary: strzykawkę napełniłam jabłkowym Bobofruitem. Zaczęło się od ucieczki, a teraz usiłuje zjeść strzykawkę, pewnie myśli, że cała jest taka smaczna. Ale pierwsze kilka razy było prześmieszne: ten szok na jego pysku, że z tego białego strasznego wyleciało coś tak dobrego.

Oswoił się też z wlewaniem kropli do oka. Ponieważ po zakłuciu ma wpuszczane krople trzy razy dziennie, tak się z tym oswoił, że już wystarczy lekko trzymać za kantar. Jak zakończymy kurację, będę wkraplać do drugiego oka, żeby też się przyzywyczaił.

No i dzisiaj po raz pierwszy udało mi sie wydłubać taką okropną czarną maź z jego męskiego interesu. Co prawda zrobiłam to raczej symbolicznie, bo nie miałam rękawiczek i było to dość obrzydliwe, ale pozwolił sobie wsadzić tam palucha i wyciągnąc trochę tego czegoś. Ciąg dalszy nastąpi.

Brak komentarzy: