Każdy z nas pracuje z końmi. Każdy z nas ma coś wspólnego z PNH - niektórzy idą ściśle z programem, inni łączą naturals z najlepszymi elementami szkoły tradycyjnej, niemniej wszyscy uznają, że Pat Parelli wymyślił coś niezwykłego, co otworzyło nam drogę do współpracy z koniem na zupełnie nowym poziomie. Jeśli pracujesz z koniem metodą Pata Parellego i chcesz zostać współtwórcą tego bloga, napisz krótki e-mail w tej sprawie na adres dorota.konowrocka@gazeta.pl
6 sie 2007
Ride with Your Mind w praktyce
Wet twierdzi, że skoro Czarny nie kuleje, a kopyto suche, to nie ma powodu dalej go urlopować. Bardzo delikatnie zaczęłam więc wsiadać na 20-30 minut stępa i kłusa po łące. I próbuje wprowadzać w praktyce to, czego nauczyłam się w lipcu. Prostuję się, siadam na kościach kulszowych i kości łonowej, łydki automatycznie odchodzą mi w tył, napinam mięśnie brzucha i krzyża i jadę. Bardzo to męczące na razie, umysłowej koncentracji też starcza mi na może 20 minut, ale staram się, ciekawa, co z tego wyjdzie. Kłusa wysiadywanego, który tak świetnie mi wychodził :), uczę się w tej nowej pozycji w zasadzie od nowa, pomaga mi wyrzucanie od czasu do czasu nóg ze strzemion, a potem łapanie strzemion na nowo. Próbuje też anglezować bardzo wysoko i wyraźnie, jak Elaine przykazuje. Na razie czuję się dość głupio, ale nie jest to niewygodne... Wszystko razem staje się mniej leniwie-relaksacyjne, a bardziej zwarte i energiczne. Ciekawa jestem, dokąd nas to zaprowadzi.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
7 komentarzy:
Po przeczytaniu tego postu zrobił mi się wielki zamęt w głowie. Czy kości kulszowe to seat bones? Ja akurat oglądam taki ciąg filmikóaw z Lindą i PP, gdzie między innymi jest wątek na temat dosiadu i fluidity. Linda tam mowi, że na seat bones sie nie siedzi. Balance point ma być gdzieś pomiędzy kością ogonową a tymi seat bones. Czy to różnica w podejściu czy ja czegoś nie rozumiem? Tak jak Dorota pisze, spróbowałam usiąść na kościach kulszowych i kości łonowej i nie bardzo mi to udaje. Zastanawia mnie też wysokie anglezowanie. Mnie zawsze uczono, że wcale nie musi być wysokie. Pomocy! Proszę o dalsze wyjaśnienia.
Jesteś właśnie w tym punkcie, w którym ja byłam bezpośrednio po kursie. Czyli w kropce. Zadzwoniłam do Klary od Teo, do Małgosi od Mentosa i Pauliny od Holdy, żeby jakoś to sobie poukładać, rozmawiałam też z Sylwią Marchewką. Te panie, które miały okazję zastosować RWYM w praktyce mówią, że jest to właściwa, słuszna droga do dobrego dla konia, stabilnego, eleganckiego i efektywnego dosiadu. Nie czuję się na siłach polemizować z Klarą i Sylwią, te panie są lepsze ode mnie, więc po prostu biorę to, co mówią, za dobrą monetę. Konie chodzą lepiej, lżej, mają bardziej odciążony tył, to wszystko zresztą widać gołym okiem... Dla mnie najtrudniejsze jest nie tyle przejście na "nowe", ile pożegnanie sie ze starym sposobem jeżdzenia, który był dla mnie całkiem wygodny. Fakt jest jednak faktem, że nie był to sposób w równowadze z koniem. Inaczej - jak Czarny szedł równym tempem, to było super. Jeśli nagle przyspieszył lub spłoszył się, to ja zostawałam za nim. Więc to mnie przekonuje. Wydaje mi się jednak, że ten sposób "siedzenia na ogonia" otworzył mi drogę do kłusa wysiadywanego, ktorego tak jest łatwiej wysiedzieć niż w takiej wyprostowanej, stabilnej pozycji. Ale Ci namieszałam, co? :) PP (przynajmniej do L2) i RWYM mają zupełnie odmienne koncepcje dosiadu. Była kiedys gorąca dyskusja na forum, poruszająca m.in. wątek Sally Swift czy linda Parelli. Ja, szczerze mowiąc, na Lindę nie mogę patrzeć. Jest, jak ujęła to kiedyś Klara, rozklekotana. Ten model mi nie imponuje. Choć, jak wspomniałam wczesniej, żal mi żegnać sie z moim zrelaksowanie-niechlujnym bujaniem się...
Mnie własnie najbardziej ciekawi teoria anglezowania wysokiego, do tej pory wałkowano mi zeby anglezowac na tyle nieznacznie na ile kon mnie "wyrzuca", wydawała mi sie ta koncepcja zawsze dośc sensowna i logiczna.
Jak się siedzi na ogonie naturalne jest to chyba ze łydka ucieka do przodu, a przesuwanie jej na siłę nie ma sensu, wiec wymaga to przeorganizowania tego jak się siedzi.
Dla mnie to wszystko brzmi niespojnie, ale na pewno nie mam racji, ot takie mi przychodzą do głowy rzeczy.
Wracając do rozmowy naszej, dla mnie cały czas spać nie daje kwestia jazdy na kontakcie a własciwie braku kontaktu i tego ze źle to wpływa na konia.
Ja jestem jeszcze parellowym szczypiorem wiec moze stad takie dylematy?
Oj, namieszałaś, namieszałaś,. czyli wiem, ze nic nie wiem. Bo jak widzę, to są dwie metody, Linda inna metoda, RWYM inna. Niestety, bez bliższych instrukcji chyba nie pojmę, na czym polega dosiad wg RWYM. Mnie akurat sposób Lindy nie razi. Natomiast bardzo mnie razi wysokie anglezowanie. Co do bardziej odciążonego tyłu, to też słyszałam opinie, że wtedy wcale koniowi nie jest lżej, bo bardziej obciążony przód jest dla niego utrudnieniem (jak ze wszystkim, jest szkoła falenicka i otwocka)
Pogadam z Sylwia, może coś zrozumiem.
Kurcze to trzeba siedzieć bardziej na ogonie czy na kości łonowej?
Pozatym proszę o przybliżenie tematu, że brak kontaktu źle wpływa na konia.
"Kurcze to trzeba siedzieć bardziej na ogonie czy na kości łonowej?"
To zalezy na czym teraz siedzisz - jesli za mocno na kosci lonowej, to uslyszysz usiadz na ogonie, jesli za mocno na pupie, to uslyszysz cos odwrotnego. I tyle:)
Żeby nie było różowo i ja się dopiszę: moim zdaniem łączenie jazdy konnej by RWYM i by PNH to j e s t spora ekwilibrystyka. Są punkty przystające, jakieś zbieżności, ale częściej to próba pożenienia wody z ogniem...
Nie da się jednocześnie w zakręcie ustawiać bioder jednocześnie do środka i na zewnątrz. Nie da się siedzieć na "balans point" i klasycznie. Nie da się jednocześnie używać łydki w trybie "owijanie nią konia" i w trybie "puknięcie jednorazowe". Nie da się patrzeć jednocześnie do środka zakrętu i przed siebie (no dobra, zostaje łypanie kątem oka). I tak dalej...
Ja z pierwszego kursu RWYM (miałam tylko jedną lekcję na koniu) wróciłam mocno zakręcona. Wiele z tego, co Elaine mówiła, bardzo mnie przekonało. Ale zrobiło chaos po wymieszaniu się z tym, co robiłam wcześniej PNH'owo. Totalnie nie wiedziałam, jak teraz powinnam gadać do konia. Po drugim kursie było trochę mi przybyło wyobraźni w temacie, co chcę robić. Trochę. A jak pojadę do Elaine to może jeszcze zmądrzeję.
Teraz jest tak... Zasadniczo staram się pilnować jeżdżenia w jakiejś tam mobilizacji, zorganizowaniu. Przy jeździe w siodle dąże do bardziej klasycznego dosiadu, na oklep trzymam się bardziej "naturalsowskiego" - żeby nie kłuć za bardzo konia kośćmi kulszowymi. Kwestie związane z komunikacją, ułożenie i obciążenie miednicy, miejsce przyłożenia nogi itp. staram się uzgadniać z koniem. Nie konwertujemy się na siłę, chociaż testujemy różne wersje. No i na kontakcie nie jeżdżę.
Prześlij komentarz