Wsiadam na Duszka ze schodków. Do tej pory przystawiałam te schodki do Duszka, ale doszłam do wniosku, że czas najwyższy, żeby zacząl sam się przy nich odpowiednio ustawiać. I wczoraj zaczęliśmy się w to bawić. Stałam na schodkach i pokazywałam mu, co ma robić. Samo podejście i zatrzymanie się przy schodkach nie było problemem, najtrudniejsze oczywiśćie było przysunięcie zadu. Zad najczęściej odjeżdżał, a potem Duszek szedł wokól schodków. Teraz widzę, że lepiej było zacząć stojąc na oogrodzeniu, żeby nie miał możliwości chodzenia w kólko. Ale w końcu załapał i udało mu się wykonać dwa kroczki tylnymi nogami w stronę schodków. Zakończyliśmy po trzech udanych ruszeniach zadku w stronę schodków.
Niestety, raz w czasie tej zabawy wszedł na mnie tak mocno, że musiałam zeskoczyć ze schodka (właściwie to mnie zepchnął). Natychmiast błysnęło mi, że zasłużył na fazę 4 i dostał kopniaka karotem. Po przemyśleniu całej sekwencji wydarzeń nadal uważam, ze miałam końskie prawo tak zrobić, co nie zmienia sytuacji, że czuję sie z tym niekońsko, czyli okropnie podle. Chyba była to sprawiedliwa faza 4, bo nie wywołała u niego żadnego buntu czy ucieczki, wręcz przeciwnie, ustawil się karnie obok schodka, ale i tak bardzo mnie to męczy.
2 komentarze:
>> najtrudniejsze oczywiśćie było przysunięcie zadu. Zad najczęściej odjeżdżał, a potem Duszek szedł wokól schodków.
Zastanawiam się, czy z tym odjeżdżającym zadem nie jest tak samo, jak z odwracaniem głowy podczas stania na wprost. Można koniowi kazać na nas patrzeć czy ustawić się równolegle do wsiadania, a można potraktować to jako informację zwrotną. Jak zacznie na nas patrzeć dwojgiem oczu "sam z siebie", to pewnie będzie znaczyło, że nas szanuje, ufa nam, jest pewny siebie, skupiony. Jak się będzie łatwo ustawiał bokiem, można podejrzewać, że zaufanie jest ok, nasza jazda nie jest czymś, czego by się wolało uniknąć itd.
Czy kopniak carrotem był zasłużony, czy nie, to sprawa dyskusyjna. Broniłaś swojej przestrzeni osobistej i to zrozumiałe. Z drugiej strony Duszek chyba po prostu zrobił to, o co go prosiłaś, tylko "za bardzo"? Ale to i tak tylko koń może ocenić. Jak on się tą fazą nie gryzie, to i ty się nie gryź.
Ja przy przyuczaniu do wsiadania z podwyższenia najpierw skupiam się na friendly game. Dużo, dużo, dużo fg. Wejść na podwyższenie, wygłaskać, zejść. Aż koń nie będzie miał zastrzeżeń do sytuacji, żadnych obiekcji do ustawiania się blisko (niekoniecznie od razu równolegle) i stania spokojnie.
Dopiero potem włączam driving game. I też nie od razu z myślą o celu. Tylko po prostu bawimy się w różne gry z góry. Jojo, przesuwanie przodu, tyłu, okrążanie. I dużo friendly w między czasie. W końcu ustawienie się bokiem staje się jedną z wielu łatwych rzeczy :-)
Ostatni etap, to takie pogłaskać, ustawić równolegle, wsiąść, zsiąść, pogłasakać ;-) Potem dojdzie coraz więcej "pobyć na wierzchu" między wsiąściem a zsiąściem.
A, i tak jak przy przysposabianiu do spokojnego stania z ziemi - łatwiej jest stać w miejscu, jak się właśnie żwawo poruszało nogami i właściwie to samemu ma się w końskim łebku pomysł "ej, chyba bym sobie koło ciebie postał!".
Bardzo pouczające wskazówki – dzięki.
Mysle, że akurat w tym przypadku ten odjeżdżający zadek wynika z tego, że on jeszcze nie wie, o co mi chodzi (bo skąd ma wiedzieć, dopiero zaczęlismy się tego uczyć). Jak przystawiam schodek do niego, to stoi bardzo ladnie, spokojnie (np. wczoraj jakoś za słabo dociagnęłam popręg i przy wsiadaniui siodło mi zjechało, a on nawet nie drgnął – strasznie byłam z niego dumna). Jak proszę go o podejście do schodka, też staje ładnie – czasami bardziej, czasami mniej równlolegle do schodka, ale nie jakoś daleko czy prostopadale. Tylko jak zatrzyma się za wcześnie i proszę go o kroczek do przodu, to wtedy jednocześnie zadek się odsuwa.
Wczoraj ćwiczyliśmy z płotem – tzn. ja stałam na płocie, zamiast na schodku. Było dużo łatwiej. Z jedenj strony pewnie dlatego, że miał mniej możliwości do wyboru, a z drugiej dlatego, że zupełnie przez przypadek zastosowałam sposób ‘po ruszaniu nogami” – czyli po jeździe, a nie przed. Cieszę się, że mam teraz to „uświadomione”. A jak się już cudnie ustawił, wygłaskałam, dałam odpoczynek (przyznam bez bicia, że dałam też końskigo cukierka) i w o góle nie wsiadłam – czyli bezwiednie zrobiłam to, co opisała Klara.
Prześlij komentarz