Dzień dobry. Krótko nas przedstawię. Właściwie to konia. Diakon - pełna krew angielska, ma 4 lata, kupiłam go w grudniu 2006 z Wyścigów. Początki były bardzo trudne - olewka totalna, podskubywanie, niepodawanie nóg, barany w siodle. Wsiadał na niego mój instruktor, bo ja nie dawałam rady. Stałam i zastanawiałam się co ja najlepszego zrobiłam kupując tak młodego i szalonego konia. Wracając ze stajni ryczałam... Teraz dzięki metodom parellego i L1 wiosennym jest znacznie lepiej, podgryzanie zupełnie ucichło, z nogami czasem bywa różnie, nadal pracujemy nad komunikacją. Młody jest bardzo przyjacielski i dla ludzi i dla zwierząt, względnie spokojny, ciekawski ale jednocześnie potrzebuje silnego przywódcy, którym staram się być. Każde moje spotkanie z nim to wielokrotne "how interesting". Z siodła na razie jestem klasyczna, myślę, że po zaliczeniu L1 i kursie L2 to się zmieni.
W zeszłym tygodniu pojechałam do młodego, deszcz trochę zaczął padać, więc postanowiłam się pobawić z ziemii blisko stajni, w ogóle nie wsiadać, żeby nie musieć zaraz wracać . Wchodzę do boksu a Diakon mokry na szyi. Pytam kiedy konie wróciły z padoku. No niedawno. No to sobie myślę, że chłopak może biegał, a może go owady zestresowały... Nie wysechł, kurcze - powinni więc go występować. Ale ok, nie było A., a panie co ściągały konie z padoku mogły nie wiedzieć o takiej potrzebie. Jesteśmy nowi w stajni, na razie trochę badam teren, nie czepiam się.
Poczyściłam chłopaka, 2 razy nerwowo mi podskoczył - na dźwięk sprzączki od liny a drugi raz z powodu tylko jemu znanego.
Co jest grane, myślę sobie, koń jakiś poddenerwowany, nigdy nie reagował w ten sposób.
Wyszliśmy na zewnątrz, od razu bardziej stało się widoczne, że Diakon jakiś nakręcony, może tymi wstrętnymi owadami? Rży do kolegów, friendly, od którego chciałam zacząć w ogóle nierealne, tak się wiercił.
Aż tu nagle słyszę jak B mówi od niechcenia "a on to się dziś 2 razy z pastuchem spotkał. Pierwszy raz - o jak się zdenerwował! i zaraz drugi". O matko - już sobie zaczęłam wyobrażać mojego domunującego i niełatwo podporządkowującego się konia jak nagle coś go trzepło, wkurzył się i postanowił sprawdzić czy to k$#$ jeszcze raz go trzepnie:-). A na serio - zrozumiałam dlateczego taki stres, rozkojarzenie, szkoda mi go było, ale stwierdziłam, że to nie powód, żeby mnie tak olewać. Skoro zaczęliśmy nie mogę go teraz tak nakręconego odprowadzić do boksu. Prosiłam o cofanie - ależ było tupania i zbaczania zadem. Circling - taak - kłusem!; w drugą stronę? no nie dziewczyno a właśnie, że w tą nie będę! Głowa wyyysoko, albo tuż przy ziemi i nerwowe skubanie jakiś resztek zieleniny, rżenie, trochę kopania, a ja skonfudowana - co robić? Czy dać spokój czy wymusić, żeby się skupił na mnie? A może on faktycznie jest tak zestresowany, że lepiej dać spokój? Trochę było szarpania, potem podrivingowaliśmy ze strefy 2-3 włączając cofanie, chłopak na tym się akurat bardziej skupił i robił co trzeba, zaczął przeżuwać, więc stwierdziłam, że to dobry moment, żeby wrócić do boksu.
W boksie się okazało, że oprócz spoconej ze stresu szyi ma teraz spocony brzuch:( Jeszcze bardziej chyba zestresował się tymi naszymi zabawami... Ale miałam wyrzuty sumienia. Nie wiedziałam co robić - zaderkować, występować? W końcu zostawiłam go - na dworzu pada, derkować chyba nie muszę, bo spocony tylko w niektórych miejscach.
I oczywiście cały wieczór zwalony, czy dobrze się zachowałam, czy nie za dużo wymagałam, czy nie za mało, mój biedny konik dostał kopa od pastucha, jak mi go szkoda, teraz boi się dźwięków, które mu to przypominają, jak ja go na nie odczulę, przecież tych dźwięków może być tyle, jak on biedaczek jutro wyjdzie na padok... Kurcze strasznie mnie dołują takie akcje.
1 komentarz:
Witamy na blogu :)
Spokojnie, pastucha się nauczy, jak zrozumie w jakich sytuacjach obrywa, to przestanie się bać. W końcu nie tylko ludzie boją się najbardziej tego, czego nie rozumieją.
A jak zostaną lęki typu "dźwięk sprzączki", to je spokojnie "wyfriendlujesz" z czasem. U nas się zrobił lęk sprężyny i lęk wyjścia z padoku po tym, jak młoda powąchała podłączoną sprężynę pastuchową (a kto jej kazał? :PP)
Jedna sesja i udało się to pokonać.
Najlepiej odprowadzać konia do boksu, jak jest zupełnie spokojny, ale sama dobrze wiem, że na początku możesz najwyżej uzyskać chwilowe skupienie. Tyż dobrze. Byle nie odstawiać wyrywającego się i caplującego :>
Prześlij komentarz