Dopiero wczoraj mogłam chyba powiedzieć, że oswoiłam się z siodłem bezterlicowym Cheyenne. Po raz pierwszy poczułam, że dobrze, stabilnie siedzę bez poduszek rownież w kłusie anglezowanym i w przejściach w dół. Przestały mi latać łydki. Przestałam leciec na przód i tył. Poczułam wreszcie w kłusie wysiadywanym, którą tylną nogę mój koń stawia właśnie na ziemi! I, niesamowite zupełnie, po raz pierwszy chyba usiadłam *prawidłowo* - na kościach kulszowych i kroczu, nie przeprostowując się jednocześnie i nie usztywniając ani nie podkulając ogona i nie siedząc niestabilnie na ogonie ze zgarbionymi plecami. To było cudowne, bardzo harmonijne i eleganckie. Oczywiście, po jakimś czasie się zmęczyłam i jazdę zakończyłam już w mniej eleganckiej pozycji, ale poczułam, jak to może być - siedzieć prawidłowo, elegancko, ładnie i wygodnie.
Miałam niemiłą , na szczęście krótką przygodę - Emiter pod siodłem dotknął nosem pastucha elektrycznego pod prądem. Zerwał się i cwałem pognał do Emana po ratunek, na szczęście Eman nie stal daleko, a Emiter nie pierwszy raz dostal w nos prądem, więc nie był kompletnie zaskoczony. Niemniej przez chwilę było niemiło.
Wczoraj miałam też wrażenie, że mój koń mówi mi coś istotnego. Dość dlugo kłusowaliśmy, potem chwila stępa i poprosiłam o galop. Dostałam, ale po chwili Czarny się zatrzymał. Jeszcze raz to samo, galop, i znów zatrzymanie. I jeszcze raz. Uznałam, że może jest za słabo rozgrzany, rozbiegany, i poprosiłam znów o kłus. Zostałam chętnie usłuchana, pokłusowaliśmy jeszcze dość długo, coraz wyżej i coraz bardziej elastycznie, z wysiadywanego przeszłam do anglezowanego, i po jakimś czasie znów poprosiłam o galop. I tym razem dostałam już bez protestów, ładny, zgrabny, nie każda-noga-oddzielnie-a-wszystko-bardzo-kanciaste, tylko energicznie naprzód, ale bez ponoszenia i jakichś zrywów. Galopowaliśmy dość długo, przeplatając to kłusami, potem wykończyłam spokojnym kłusem i stępem i zsiadłam. Czarny był delikatnie tylko spocony pod siodłem, ale w ogóle sprawiał wrażenie bardzo zrelaksowanego... Może ja za mało jeżdżę? w sensie, za mało go rozgrzewam? Może powinnam patrzeć na zegarek?
Czekam z niecierpliwością na Ride with Your Mind. To już coraz bliżej! Jedziemy razem z Olem, Emanem i Emiterem, 7-8 lipca. I-ha!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz