Ze stajni na ujeżdżalnię mam ok. 100 metrów. Tyle rzeczy tacham ze sobą, że przeważnie tę odległość pokonuję trzy razy przed jazdą i tyle samo po jeździe. Potrzebowałam wózka. Niestety, rynek produktów gotowych nie spełniał moich wymagań. Ale jak wiadomo lenistwo jest matką usprawnień: udało mi się znaleźć pana-dłubka, który zechciał się pomęczyć i pokombinować i zrobił taki wózek. Dodam, że po odkręceniu kilku śrubek wózek można łartwo złożyć.
4 komentarze:
Ja chcę taki!!!!!
Jest super!!!
Jesli nie tajemnica - ile kosztował?
Podoba mi się... Tylko się zastanawiam, czy to tego nie trzeba mieć stajni z wybrukowanymi szlakami komunikacyjnymi? Ja to bym chyba modelu "terenówka" potrzebowała ;-)
To jest terenówka - ma duże kółka, które jadą po ziemi. U mnie wybrukowany szlak jest tylko na początku trasy - dalej góry i doliny, trawa przeplatana z piachem. Właśnie duże kółka były jedną z tych rzeczy, których w produktach gotowych nie mogłam znaleźć.
Prześlij komentarz