6 maj 2007

Mały wielki krok

Od paru dni tłukła mi się po głowie myśl, że czas najwyższy wyjść poza strefę wygody. – moją i konia. Z tym postanowieniem ruszyłam dziś do nieświadomego niczego koniska. Pobawiliśmy się z ziemi, potem follow the rail z siodła. W stępie Duszek już nie odbija od odgrodzenia, w kłusie niestety jest gorzej. Zakończyłam to ćwiczenie, gdy udało nam się w kłusie przejechać pól ujeżdżalni bez żadnego nakierowywania konia. Co prawda było to trochę oszukane, bo wybrałam tę krótką + długą ścianę, na której nie było punktu krytycznego, czyli wyjścia z ujeżdżalni. Wyjście jest dla Duszka magnesem silnym, więc wymyśliłam, że pokażę mu, że nie zawsze wyjście to droga do skubania trawki, a jednocześnie połączę to z rozszerzaniem naszej strefy wygody. Udało mi się odciągnąć belkę zamykającą to wyjście i wyszliśmy poza ujeżdżalnię. Duszek oczywiście miał swój pomysł na to, gdzie się udamy i oczywiście ten pomysł nie był moim pomysłem. Ale odangażowałam zad i dogadaliśmy się. Poszliśmy sobie na krótki spacerek. Prawie czułam, jak w chłopaku krew buzuje. Nie był to już koń, który pode mną spał, jak powiedziała Małgosia, ale też nie było jakiś gwałtownych ruchów czy spięć. Akcję zakończyliśmy na ujeżdżalni i wtedy przyszło mi do głowy to skojarzenie: mały krok dla człowieka, ale wielki dla ... konia. PO RAZ PIERWSZY w swoim życiu Duszek niósł człowieka poza terenem ujeżdżalni. A dla naszej pary był to pierwszy wyjazd w teren!

Brak komentarzy: