Campina wyraźnie dobrze się czuje w nowej stajni. W stadzie na tyle, na ile widziałam, już zasymilowana (co najmniej z dwiema kobyłkami się lubi tak, że się skrobią), całe dnie na pastwisku, w boksie czysto, poidła zawsze "pod paszczą", miło.
Są też minusy takiego układu -- zaczęła bestia dochodzić do wniosku, że nie jestem jej w takim razie potrzebna. Tym bardziej, że ze względu na zmianę stajni nie chciałam jej dodatkowo "dociążać" psychicznie i nic bardziej wymagającego nie robiłyśmy. No, poza przećwiczeniem błocka pierwszego dnia, bo przechodzenie przez nie musiała opanować (droga na pastwisko).
Tak więc: testuje. Niby przypadkiem depnęła mi na nogę (auuuć, ale fajny siniaczek na małym palcu). Niby przypadkiem, oganiając się od much, zahaczyła mnie tylnym kopytkiem. A potem się okazało, że kałuża jest nie do przejścia, żeby nie wiem co. Przypominam: wejście na pastwisko to grzęzawisko pochłaniające konia po nadgarstki i stawy skokowe, jakoś się udaje je codziennie pokonywać. Nawet bez histerii. Nie wiem ile czasu siedziałyśmy nad tą kałuża, ale dość długo... W końcu przeszła, przeżuła. Zobaczymy jak będzie następnym razem.
No i tylne nóżki wyrywała trochę przy czyszczeniu. Trzeba popracować nad rozluźnieniem tylnych nog (cel: ma pozwalać nimi "machać" aż do wyprostu prawie, bo teraz mamy przykurcz, który do tej pory akceptowałam, ale koniec tego...). Wczoraj udało mi się uzyskać może z 2-3cm ruchomości w stawie skokowym. Słabo. Ale od czegoś trzeba zacząć.
A poza tym zaliczyłyśmy spacer. Myślałam, że po Leśnej Polanie będę tęsknić za lasem. Ale Niestępowsko-Sulmińsko-Otomiński jeszcze piękniejszy! Słoneczny, szerokie, piaszczyste drogi, trawy full, raj na ziemi :) I wcale nie tak daleko :)
Chociaż po 3-godzinnej przechadzce żywym stępem (nawet chętnie szła :]), głównie driving ze strefy 3 z przerwami na trawkę, Campi wyraźnie odpadła kondycyjnie. Na koniec się snuła z miną "ja chcę pić i do łóżka..."
Wylądowały więc w boksach, z marchewką w żłobach. Będzie miała co wspominać młodociana :) A za tydzień też chcę taką pogodę i na spacer! Może wreszcie poprawimy kondychę -- i ja, i ona, kluseczka moja :>
A tak właśnie sobie tuptałyśmy:
4 komentarze:
Wyobrażasz sobie, jak fajnie będzie w tym lesie, jak zaczniesz jeździć? A jak ćwiczysz to machanie tylnymi kończynami? Ja też muszę. Duszek przednie trzyma tak fajnie, luźniutko, a tylne takie cięzkie ...
...taaak, wyobrażam sobie, dlatego drivingujemy z 3 strefy wreszcie chętnie :D Ja chcę już siodło! :D a na razie byle więcej takich spacerków. Szkoda, że po pracy nie ma szans do stajni zdążyć... :/
Machanie: jeszcze nie wiem, czy zadziała, ale plan mam taki, żeby:
Podnosić, dużo głaskać i lekko przesuwać w jedną/drugą stronę (minimalna presja, jeżykowanie), jak się podda, odstawić nogę i zabrać kawałek dalej/zmienić zadanie (w dwóch słowach: tradycyjna nagroda).
W sumie podobnie chyba jak przy uczeniu zgięcia bocznego. Tylko głaskanie intensywniejsze niż po ryjku.
Na razie udało mi się przejść ze "sztywne jak kawał drewna + chwilami zabiera" do "ruszyło się bez szarpania o 2cm i nie zabiera". Dalej był blok, ale w tym zakresie ruchomość była -- super, dziękuję, o to chodziło :)
Zobaczymy, co będzie dalej....
Siodlo zamowione, juto bede pewnie znala orientacyjna date dostawy
Cieszę się niezmiernie i czekam na dalsze wieści :)
Prześlij komentarz