19 kwi 2007

Questions, confusions, discoveries - L2 w Siannie

Tym, którzy czekali na ten post wyjaśniam, że Blogspot nie chciał mnie dopuścić do pisania - z nieznanych mi względów. Może czekał, aż przeżuję? :)

W punktach, bo to takie luźne impresje.

1. Zawsze miałam wrażenie, że Berni pytając na końcu o to, co dał nam kurs, wciska jakiś marketingowy stuff, żeby wszyscy mieli poczucie, że słusznie wydali kasę. Juz nie mam takiego wrażenia, przeżyłam bardzo kurs i chyba dużo zrozumiałam, mam nadzieję, że uda mi się to przełożyć na praktykę.

2. Często miałam wrażenie, że Emiter nie robi tego, co chciałabym, żeby robił, bo jest "nieposłuszny", nie ma dla mnie wystarczającego szacunku, pogrywa, próbuje dominować. Otóż była to diagnoza błędna i amatorska. Emiter chce na miarę swoich możliwości zrobić to, o co proszę, lecz, proszę Państwa, często nie rozumie, o co mi chodzi, bo jestem za mało czytelna oraz za mało cierpliwa (loooong phase 1) i kiedy, zakladając, że on po prostu się opiera, przechodzę przez wyższe fazy, on zaczyna się denerwować, trafi pewność siebie, zaczyna się mnie obawiać i zaczyna uciekać. Co prowadzi nas do punktu trzeciego:

3. Często, gdy wydawało mi się, że Emiter ustępuje, to Emiter tak naprawdę uciekał. Punkt 2. i 3. to moje dwa największe odkrycia tego kursu. Wszystko wylazło przy precyzyjnych ćwiczeniach typu "przestaw przód po kole nie ruszając tyłem" oraz "przestaw tył, nie ruszając przodem". Oczywiście, luz na linie, nie trzymamy konia na sztywno.

Poniżej będą rzeczy, które, do licha, czytaliśmy wszyscy pewnie po 20 razy. Tak często, że aż przestaliśmy je widzieć. Kurs sprawił, że chyba do mnie dotarły.

4. Jeśli chcemy mieć lekkiego konia, to nasza pierwsza faza musi być dla niego naprawdę miękka, lekka i miła. Nie może być tak, że już pierwsza faza jest pewną formą kary i nieprzyjemności.

5. Długa faza pierwsza to nie znaczy "teraz będzie trwała nie trzy sekundy, ale pięć". Berni pokazał mi na Czarnym fazę pierwszą, która trwała ze dwie minuty.

6. Są konie, które wymagają ostrego fazowania i zdecydowanego ustanowienia przywodztwa, bo wiedzą, o co chodzi i pogrywają z nami, i są konie, które wymagają podejścia "ok, dasz sobie z tym radę, wierzę w ciebie, nie spiesz się, po prostu pomyśl o tym, poszukaj rozwiązania, wszystko jest ok i ty też jesteś ok, nie spiesz się, nie bój się, szukaj rozwiązania". Berni robił z moim koniem przejścia do niższych chodów w circling game obchodząc sie z nim jak z jajkiem i właśnie z takim podejściem.

7. To naszym obowiązkiem jest takie zaplanowanie zadań, takie zaaranżowanie sytuacji, żeby koń miał szansę, jak największą szansę na osiągnięcie sukcesu i podniesienie w ten sposób wiary we własne siły.

8. To naprawdę nie chodzi o zadanie, tylko o nasz związek z koniem. Jesli zrobił, ale nasza relacja na tym ucierpiała, stał sie mniej pewny siebie, bardziej przestraszony, bardziej jak maszyna, robi, ale nie chce na nas patrzeć, nie chce do nas podejść, friendly padło, to znaczy, że wszystko zepsuliśmy i nie mamy być z czego dumni.

9. Jakimś miernikiem tego, czy jesteśmy dla naszego konia dobrym partnerem, jest to, czy jest przy nas ciekawy, zaciekawiony, w nastroju do zabawy. Jeśli jesteśmy dla niego na tyle stresujący, ze nie pomyśli nawet o tym, żeby pokombinować, o co chodzi z tymi przedmiotami w okolicy, to może to nasza wina?

10. Koń może uczyć się tylko wtedy, gdy jest rozluźniony. Nie można nauczyć niczego konia, który jest spięty (nie mylić z czujny), przestraszony, który ucieka w jakieś strategie, zamyka sie w sobie albo próbuje nas zwalczyć lub olewa nas.

11. Hold and wait. Trzymaj i czekaj. Nie zwiększaj nacisku, nie ciągnij, nie napieraj. Trzymaj na tyle, by on wiedział, że tak jesteś i czegoś chcesz, to naprawdę nie jest mocno, i czekaj. Może długo. Daj mu podjąć decyzję. Pozwol mu skorzystac z własnego umysłu, nie myśl ciągle za niego. Im dalej w program, tym więcej odpowiedzialności ma być przekazywane koniowi.

12. Slow and right beats fast and wrong. Wolno i dobrze jest lepsze niż szybko i źle. Nawet jak przejdziesz jakiś etap, to potem i tak wszystko się rozleci i wyjdą dziury. Mnie się rozleciało. Okazuje sie, że nigdy poprawnie nie pokazywałam kierunku nogą. (wiecie, w tej sekwencji wzrok, pępek, noga, lina/carrot). Pokazywałam za mocno (to nie jest miłe ani uprzejme ani grzeczne w stosunku do konia) i nie w tym miejscu, co trzeba. Nigdy nie wytłumaczyłam Czarnemu, gdzie jest to właściwe miejsce, nie ustaliliśmy języka, bo nie przerobiliśmy tego tematu w stój. Trzeciego dnia kursu udało mi się przestawić z siodła przód Czarnego o kilka kroków, krok za krokiem, bez korygowania wodzą, z luzem na linie. Na bezdechu, bo bałam się, że jeden fałszywy ruch wytrąci go w równowagi i popchnie do przodu albo do tyłu. Myślałam, że się uduszę i jednocześnie z tych paru kroków byłam dumna i blada. Bo to były kroki we właściwą stronę. W jakimś sensie musimy się cofnąć, do stój, stęp, potem kłus, ale mam wrażenie, ze teraz pójdzie nam szybciej, wiem, co mam zrobić.

13. Jeśli chcemy, by konie traktowały nas z szacunkiem, to my również musimy traktować je z szacunkiem. Ostre "prośby", zniecierpliwienie, unoszenie się - to nie są objawy szacunku. Musimy być cierpliwi i rozumiejący. Ta konkluzja drugiego dnia doprowadziła mnie na dno frustracji. Ja nie chciałam byc cierpliwa i rozumiejąca. Chciałam, żeby moje polecenie zostało wykonane. Wizja kolejnych miesięcy z cierpliwością anioła i podejściem do konia jak do dziecka... Byłam wściekła. Ma, #$%^!, robić! Co prawda doszłam do tej konkluzji kilka tygodni wcześniej, co zresztą objawiło się na blogu, ale w obliczu presji "inni uczestnicy kursu robią to, to i tamto, a my jeszcze nie" wszystko we mnie wybuchło protestem. Trzeciego dnia pogodziłam sie z tym na nowo, co Berni, obserwując nas, skwitował, "a więc znów jesteście przyjaciółmi, hm?".

14. Berni uważa, że Czarny może być super lekkim koniem, ma bardzo dobry charakter i zrobi dla mnie wszystko, jeśli wykażę sie savvy. No to mam przekichane. Jak nie będzie, to moja wina.
15. Czy ktoś to jeszcze czyta? To ja w punkcie 15. podzielę się tym, co nam wyszło. Zawinęłam Czarnego w niebieska plandekę od góry do dołu łącznie z jednym uchem i okiem. Jak słusznie zauważyła A+A, ręce mi drżały. Doprowadziłam do tego, że Czarny włożył dwie przednie nogi do opony. (Czy my nie jesteśmy szurnięci? Ludzie się cieszą, że ich koń zmienia lotnie nogi, a ja tu o nogach w oponach..). Wprowadziłam Czarnego kilka razy do bardzo trudnej, groźnej i wymagającej dla konia przyczepy Kasi Promykowej. Nie postał tam długo, ale wstawił wszystkie cztery nogi i przy każdym kolejnym razie _nie było gorzej_ , czyli nie schrzaniłam tego zadania. Czarny wstawił dwie przednie, a potem dwie tylne nogi w hulahop. Jak wsadził tylne, to wciągnęłam mu to hulahop na kłodę. Ładnie przechodził tyłem przez bramkę z dwóch tyczek z powiewającymi taśmami. Udało mi się przestawić tył z siodła i przód z siodła z luzem na linie, kroczek po kroczku, kilka kroków. Chodził w circling na długiej linie, kiedy ja siedziałam na krzesełku. Chody boczne przy ogrodzeniu z siodła - bardzo na razie koślawo, ale coś zaczęliśmy chwytać. Wstępne załapanie prowadzenia za nogę za pomocą liny.

16. Ale do licha, tu naprawdę nie chodziło o zadania. Uwierzyłam znów w mojego konia. Wzięłam na siebie odpowiedzialność za budowanie jego pewności siebie. Pogodziłam sie z tym, ze z moim koniem wszystko _ nowe _ musi _ dziać _ się _ bardzo _ powoli _ i _ delikatnie.

1 komentarz:

Paulina i Holda pisze...

Cos na pewno jest w tej długiej fazie pierwszej.
U nas jeszcze w sumie poczatek całej bajki, ale popadłam w pewien zły schemat. Ze nie wierze ze faza 1 wystarczy...
A wystarcza w wiekszosci przypadkow.
Tak po wczoraj naszły mnie takie przemyslenia. Ze jesli np. CG robię "powoli" to juz dajac sygnał lead rude zaczyna okrązać mnie. Jesli nie poczekam zaczyna się jej frustracja ze przeciez chciala, ze sie stara, ze ja nie biorę i wywieram silniejsza presję bez potrzeby bo ona rozumie...
A to wcale nie jest łatwe tak "powoli" i spokojnie grać. W sumie z Leonem było prościej:( A tu muszę dozowac kazdy miligram presji.
I w sumie to chyba powod do radosci ze często 1 faza wystarcza. Z drugiej wielkie wyzwanie, by umiec dać szansę i nie popaśc w schemat