Wrazenia pokursowe cały czas sie jeszcze w głowie układają. Jest zupełnie inaczej niz przed kursem, tak w sumie moge podzielic na razie to swoje PNHowanie, na etap pierwszy, drugi - czas po wizycie Doroty i Klary, i trzeci pokursowy.
Kazdy z nich to inne myslenie, inne spostrzezenia, inny rodzaj strzał.
Ten pierwszy to były wnioski z gatunku ze koń żuje i mruga, ze ma koniobowosc, ze costam do mnie gada.
Etap drugi pokazał mi moją banieczkę, dał mi strzały stanowczosci, konsekwencji i asertywnosci. Dał co nie znaczy ze mam dar celnosci;]
Etap pokursowy to czas spokoju, wyczekiwania i zauwazenia jak bardzo wrazliwa emocjonalnie jest ruda.
Teraz widzę skąd te wspinanie się bylo. Ze nie dawałam jej szansy na dobrą reakcję, ze byłam za szybka a ona tak chciala...
Wiem ze kolejny etap to bedzie ten wymarzony czas kiedy juz bedziemy na swoim
Dzis pierwszy raz ruszamy w drogę przyczepą od czasu bycia "bardziej swiadomym"
Z załadunkiem, spokojną jazdą do tej pory nie było problemow. Ciekawa jestem czy dzis wejdzie jeszcze bardziej pewnie. Przeprowadzka wynikła nagle, nie bylo czasu na friendly z ochraniaczami transportowymi w ktorych chodzi jak bocian i przez pierwszą minutę strzela barany.
Postaram sie pojechac duzo wczesniej, popląsac, przygotowac i ją i siebie emocjonalnie na podroż.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz