Stało się -- konie przewiezione i zakwaterowane w Niestępowie. Mam jeszcze etap lekko histeryczny (czy ONI na pewno będą sobie dobrze radzić z moim zwierzem...?) ale ogólnie nastroje coraz optymistyczniejsze.
Dwa słowa opisu stajni:
Pastwisko jest Wielkie (1,5ha). Jest większe, niż wszystkie kwaterki z Leśnej Polany razem wzięte i pozbawione dzielących je płotów -- na plus :D
Wejście na pastwisko jest hmmm... błotniste. Błotniste konkretnie. To znaczy konie zapadają się po nadgarstki/stawy skokowe miejscami. I panikują oczywiście. Panikują -- to na plus, bo jest co robić :P Cały niedzielny ranek zszedł nam na przekonywaniu ich, że błoto wsysa tylko do pewnego momentu i da się przez nie przejść spokojnie a panicznie przehopsać. Jest nieźle, ale dzisiaj wolałabym jeszcze być w stajni, a nie w pracy :P
Ale generalnie to na minus, bo nie wiem właśnie, jak będzie się moje zwierzę zachowywać z kimś innym, prowadzone przez to błoto. Poza tym stado schodzi z pastwiska "luzem i kupą" (czyli nie są sprowadzane w ręku pojedynczo), co wygląda średnio -- rzucają się do tego przejścia i przepychając się, brną przez to błocko. Wolałabym, żeby młoda tego nie ćwiczyła :/ Moja chora wyobraźnia pokazuje mi dramatyczne obrazy. Póki co, poprosiłyśmy, żeby nasze, przynajmniej na razie, były wyprowadzane/sprowadzane w ręku. Wygląda na to, że obsługa stajni jest rozsądna (zrobili na nas dobre wrażenie w każdym razie) i że nasze uwagi zostały wysłuchane.
Na minus: w tym błocie jest masa szkła potłuczonego. W sobotę i niedzielę bawiłam się w kopciuszka i wybierałam szkiełka. Dopóki błocko jest grząskie, nic się raczej nie stanie -- szkło raczej wbije się w błocko niż w konia. Ale błocko zaczyna wysychać...
Na plus: widać zmiany na lepsze. Błocka jest wyraźnie mniej niż (w marcu?) kiedy byłyśmy w stajni pierwszy raz. Właściciele równają grunt zbełtany przez konie, robią rowy odwadniające, w planie jest mostek prowadzący na pastwisko i widać, że coś się dzieje. Taaak, to zdecydowany plus po poprzedniej stajni, w której nie działo się nic własciwie...
Na plusminus: stawek na pastwisku. Konie sobie z niego regularnie piją, ogólnie to dobrze, nie odwodnią się w lecie. Ale po dyplomie na temat sinic zostało mi trochę wspomnień, np. na temat zakwitów sinic w takich zbiornikach. A bydlaki wytwarzają bardzo groźne toksyny wątrobowe i nerwowe. Takie groźne, że są przypadki zejść śmiertelnych całych stad zwierząt pojonych z takich stawków. Trzeba będzie obserwować wodę...
Na plus: stado. Nasze biegają już z cąłym stadem, połączenie odbyło się bez większych przejść, wygląda sympatycznie. Miałam okazję obserwować jak wygląda moja konica zestrachana, kiedy leci na nią ogromna klacz (one wszystkie mają po 170-180cm w kłębie). No więc moja konica kwiczy i schrzania co sił w małych kopytkach, waląc z zadu na oślep (i oczywiście nie trafiając). Wygląda to przezabawnie. Szczególnie te kwiki :P Klacze są nastawione pokojowo, nie ganiają "nowych", tylko trzymają ich z daleka od "swoich". Z czasem się włączą, już to widać. Wałach... połączenia z nim nie widziałam, ale podobno trochę Campi przegonił. Nie sądzę, żeby to był duży problem. Tak wieć: plus raz jeszcze, one potrzebują stada. Cieszę się :)
Na plus: stajnia i boks. Boks jest duży i podścielony sianem, więc mają siana do oporu. Nie jest tak ciemno, jak myślałam, że będzie. No i ruda, jak stanie na palcach, nawet trochę wystaje znad krat :P
Na plusminus: automatyczne poidła. Minus, bo ruda nigdy nie miała styczności z takim cudem i na razie odmawia korzystania. Brzucho jej się nieco zapadł, histeryzuję, że się odwadnia, ale pewnie histeryzuję, bo zachowuje się normalnie. Wody nie chciała również z wiadra, podejrzewam, że w smaku jej nie leży (albo piła ze stawku). Leśnopolanowa woda była na pewno bardzo dobra (ujęcie głębinowe). No cóż, pozostaje liczyć na to, że się przełamie.
----
No i ostatni plus, taki PNHowy, że mi się cieplej zrobiło: zmieniło się zachowanie młodej od zeszłego roku. Wtedy po transportach była zestresowana i zupełnie mnie nie zauważała, kompletnie nei miałam z nią kontaktu. No, było Gorzej, bardzo ciężko się zdobywało jej uwagę, nie widziała powodu, żeby słuchać.
A teraz mam wrażenie, że jestem dla niej lepszym szefem, bardziej mi ufa i opiera się na mnie -- łatwiej się skupia, mniej panikuje, słucha mnie. Chodzimy sobie po nowej stajni, zwiedzamy. Do przyczepy weszła bez problemu zupełnie.
Jest pozytywnie. Dzisiaj po południu znowu do niej jadę... a teraz czas popracować :P
2 komentarze:
Gratulacje i głowa do góry! Nie przejmuj się tak bardzo. Z tego co napisałaś, ja nie widzę minusów. Wszędzie mogą zdarzyć się wypadki, warto im zapobiegać, ale nie warto na wszelki wypadek się martwić. Truskawka też wychodzi na pastwisko i wraca "kupą" i jest O.K. (ja z kolei się zdziwiłam, jak zobaczyłam konie wyprowadzane pojedynczo). Duszek też nie potrafił pić z automatycznego poidła i szybko sie nauczył. Dobrze będzie. Ważne, że ma duże pastwisko i stado. Doskonale rozumiem, że byś chciała tam być (ja wzięłam urlop na okoliczność przeprowadzki Duszkowej), ale przynajmneij robisz to w tygodniu pełnym wolnych dni. No i ona ma Bilona, nie jest sama w nowym otoczeniu.
Dzięki za podtrzymywanie na duchu (Duszku? ;))
Już mi lepiej, moja konia radzi sobie beze mnie aż za dobrze.
Wychodzenie z pastwiska przedwczoraj przeszło bez problemu (ekhem... wyszły same przez to błoto i czekały pod bramą :P), nie kombinuje przy kantarkowaniu (a wcześniej bywało różnie... w tamtej stajni tylko ja jej zakładałam kantar, w tej -- mają zdejmowane w boksach, kolejny PLUS!)
Wczoraj dała mi do zrozumienia, że czyszczenie ją wkurza i zaczęła sobie ode mnie odtuptywać na pastwisku, w kierunku, z grubsza biorąc, niczego (nie-Bilona, nie-reszty stada, nie-wyjścia). Tak więc: pewność wraca, koniec zdziwień zmianami charakterologicznymi, Campi nadal jest mocno niezależna i potrafi mi czasem powiedzieć parę gorzkich słów :)
Pewnie jest w tym trochę mojej winy (jak zwykle), bo stwierdziłam, że nie zostawię jej całej w zaklejach jeszcze po transporcie, z tonami wyłażącej sierści, i trochę ją "przeszorowałam" w boksie -- na co reagowała gniewnymi spojrzeniami w moją stronę. No ale kurcze, nawet wyczyścić mi jej nie wolno? Ech...
PS. Pije z poidła! Co prawda na razie próbuje odgryźć ten języczek i wygląda to dość zabawnie, ale wierzę, że zoptymalizuje proces z czasem :]
Prześlij komentarz