W sobotę pojechałyśmy z Klarą odwiedzić Monikę z Majką oraz Paulinę z Holdą. Pogoda dopisała, mroźno, ale słonecznie, drogi czarne i puste, na rozmowie trzy godziny do Białegostoku zleciały nam tak szybko, że aż przegapiłyśmy ostatni kluczowy drogowskaz. Na pierwszy ogień poszła Majeczka. Żadnych jej opisów wcześniej nie czytałam, chyba dobrze, Klara później mówiła, że to miał był koń-potwór, co zjada w całości :), no ale my zobaczyłyśmy konia, co stoi grzecznie przy bramce i ruchliwym nosem zapytuje: "a kto Ty jesteś? A co Ty tam masz? A takie rękawki śmieszne masz, a co to jest? A za kołnierzem coś masz? A w ręku? Fajny jesteś." Pomyślałam z ukłuciem zazdrości o Emiterze, którego poziom nieufności jest zdecydowanie większy i który rzadko kiedy tak sobie kogoś maca i wącha, że o pozwoleniu na dotykanie samego siebie po nosie nie wspomnę. Także Majeczka zaprezentowała się jako zwierzątko ufne, ciekawskie, zrelaksowane i obdarzające na starcie kredytem zaufania. Monika pokazała nam, co razem robią - wszystko to było mniej więcej takie, jaka na pierwszy rzut oka wydała się sama Monika - ciche i delikatne. Kobyłka oczy miała przymknięte, robiła troszkę i generalnie pozostawała w swoim zrelaksowanym świecie. Po jakimś czasie dowodzenie i koniec sznurka przejęła Klara, zabawiając się głównie friendly. W temacie friendly Majka okazała się absolutnie niezwykła. Helikopter ss nad głową - nie ma sprawy. Rzucanie cs od Klary do mnie i z powrotem po śniegu - spoko, w pierwszym momencie schowała się za mnie, ale potem stała spokojnie. Skakanie, wymachy rękoma wokół konia - zieeeeeew. Szeleszcząca torebka na końcu cs - nie macie nic bardziej strasznego? Spokój i półprzymknięte oczy. Klara pogadała z nią jeszcze nieco o pozostawaniu w jednym miejscu, o jeżu, ale wszystko to było bardzo spokojne. Patrzyłam sobie na nie, patrzyłam i rosła we mnie chęć obudzenia Majeczki nieco. Kiedy więc już dorwałam sznurek w swoje ręce, zaproponowałam Majce nieco bardziej energiczne zabawy. Ooooo, i Majka pokazała, że ona nie jest taka śnięta rybka, o nie. Że zaproszenie do okrążania to może być zaproszenie do brykania i takie szybkiego okrążania. Klara słusznie zauważyła, że ona jest bardzo playful, że to nie było płoszenie się, tylko zebrany, okrągły galopik, takie "ach, chcesz energii? No to masz!!"
(ciąg dalszy 1) Bardzo fajne w Majce było to, że nie uciekała wzrokiem w bok, nie ustawiała się bocznie ucieczkowo - nie, patrzyła odważnie dwojgiem oczu, cofała się po prostej, szybko uczyła się, nie chowała urazy do człowieka, który właśnie zastosował fazę czwartą, nie było problemu z friendly po fazie czwartej. Zrobiłam małe podejście do drivingu przodu licząc na to, że zacznie ustępować od samego machania carrotem, nawet delikatnie popukałam ją w paszczę, ale ponieważ nie czułam się zdecydowała lać czyjegoś konia po głowie :) - odpuściłam. W samochodzie już przyszło mi do głowy, że mogłam zacząć uczyć ją drivingu na przodzie rękami, a nie carrotem, najwyżej dostałaby parę pacnieć otwartą ręką. No, ale wiadomo, najlepsze pomysły przychodzą do głowy wtedy, jak już siedzimy przy herbacie. Generalnie w samochodzie w drodze do oddalonej o kilkadziesiąt km stajni, w której stała Holda, bardzo rozgadałyśmy się z Klarą o tym, jaki z Majki fajny, odważny, ufny koń i podyskutowałyśmy nieco o tym, czy da się wszystko powiedzieć o koniu pracując z nim tylko z ziemi. Wydaje mi się, że można powiedzieć dużo, ale nie wszystko. Jednak siodło wiele zmienia, czasem koń, który wie przecież doskonale, że z siodła jesteśmy często o wiele bardziej bezbronni, potrafi pokazać nieco inne swoje oblicze, bardziej dominujące, mniej friendly. Uznałyśmy w każdym razie, że na poziomie L2 z Majki będzie pociecha ogromna, a na L1 może być dla swojej właścicielki pewnym wyzwaniem, bo to taki konik, który jest jak staw pod lodem - ktoś tam coś skrobie po powierzchni, więc na razie jest cicho, ale jakby tak mocniej potupać, to może się dopiero okazać, jaka tam energia i moc drzemie :)
Holda okazała się zupełnie innym konikiem. Zupełnie inaczej zareagowała na zwiększenie presji. O ile Majka się naergetyzowała, ale bez tendencji ucieczkowych, o tyle Holda stwierdziła natychmiast, że ją tu zjedzą i trzeba uciekać natychmiast i prawopółkulowo ratuj się, kto może! Nie da się ukryć, że była w tym moja wina. Paulina zaczęła robić z Holdą trzy pierwsze gry, podobnie jak Monika bardzo delikatnie i cichutko, Holda zaczęła w pewnym momencie chodzić bezmyślnie w kółko, więc moja odruchowa reakcja: "Odstaw jej zad". Nie wpadłam na to, że ona może mieć problem ze sznurkami latającymi koło jej zadu i zadnich nóg. Więc jak zabrałam się za energiczne odstawianie zadu, to koń z przerażeniem zaczął uciekać i wyrywać się. Wzbiliśmy na hali tumany kurzu, piach w zębach i tyle tego. W końcu cofnęłam się pod ścianę, co Holdę zatrzymało, choć próbowała jeszcze wyrwać linę i uciec w tył. Powtórzyliśmy chyba tą idiotycznę procedurę jeszcze raz, z podobnymi efektami, i w końcu wróciłam do friendly. I rzeczywiście, sznurki na nogach i zadzie wywoływały nerwowe drgnięcia mięśni i wszystko to trwało dość długo. Po jakimś czasie sytuacja nieco sie uspokoiła, wróciliśmy do odstawianiu zadu i nie było już tak źle. Holda ewidentnie próbowała zrobić coś dobrze, była tylko po prostu zdenerwowana, niepewna, trochę przestraszona, spięta. Łatwo i szybko uciekała w znane sobie schematy. Nie patrzyła obojgiem oczu, tylko jednym , cały czas jednym przygotowując się juz do ominięcia człowieka i ucieczki. Jeszcze jeden błąd (pewnie niejeden, ale ten dobrze pamiętam) popełniłam ucząc ją cofania w jojo. Holda ewidentnie schodziła zadem w bok, spływała z prostej, ustawiała się bokiem, jeszcze jedno ucieczkowe zachowanie - a ja, zamiast naozluznionegoprawić spływanie, a potem ją cofać, próbowałam robić jedno i drugie jednocześnie, czego efektem był koń z głową wysoko, coraz mocniejsze fazy z mojej strony i w ogóle szkoda gadać. Na szczęście jakos przyszło opamiętanie i skupiłam się nad tym, żeby wyprostować ją pod ścianą, pozwolić jej tam nieco postać, uznać, że tak jest dobrze, a potem poprosić delikatnie o prosty krok w tył, na tyle delikatnie, by jej z tej wątłej pewności siebie nie wytrącić. I udało się, dostałam na koniec chyba ze cztery ładne kroki, bez uciekania. Holda chyba się trochę poddała :) Bardzo ładnie też poradziła sobie ze squezze, zrozumiała w końcu, że nie chodzi o to, by schować się za moimi plecami, lecz stanąć spokojnie obok. W kazdym razie moim zdaniem widać było pewną zmianę, z konia przestraszonego i łażacego tu i tam w konia poddającego się sugestiom człowieka, nieco bardziej rozluznionego, nieco bardziej wierzącego, że ten na dwóch nogach wie, co robi. Klara bardzo ładnie doprowadziła do ostawiania zadu na kole i w ogóle widać było, że wyczuciem i sposobem można Holdę z czasem przekonać, że jak posłucha, to źle na tym nie wyjdzie.
Ciąg dalszy chyba jeszcze nastąpi. Będzie chyba o refleksjach o uczeniu ludzi i że to też trzeba umieć.
3 komentarze:
Z przyjemnoscią przeczytałam i czekam niecierpliwie na ciąg dalszy wrazen przelanych na blog.
Dziękuję w tym miejscu jeszcze raz serdecznie za to ze przyjechałyscie, za pomoc, za pokazanie co i jak.
Ja też ogromnie wam dziewczyny dziękuję za tą wizytę!!! Bo pomogła bardzo! Z wielu rzeczy w ogóle nie zdawałam sobie sprawy.
No i też czekam na ciąg dalszy opowieści.
Ale widzę, że narobiłam mojej rudej opinii potwora. Już dementowałam na forum to i tu wyjaśnię, że moja konica nikogo jeszcze nie zjadła :) i że to właśnie spokojny i towarzyski koń. A że ja mam z nią takie problemy jakie mam... może jak się pozna Majkę to trudno w to uwierzyć, ale jak się pozna mnie to już chyba łatwiej ;)
Kolejną częśc pochłonęłam jeszcze z większą uwagą i zaangazowaniem bo była o nas. Faktycznie tumany kurzu, w srodku mnie tez kłębiło się prawie jak ten kurz wiele emocji, zwłaszcza jak rude nerwowo sie rozglądało i patrzyło na mnie wzrokiem "uratuj mnie od tego ludzia w kolorze marchewki co nie jest miły".
Ale wszystko ma sens, i mysle ze i te rzeczy ktore mogły pojsc inaczej sens miały. W poniedziałek byłam pod wrazeniem, jak rude słucha, jak patrzy rozumnie i się stara.
Poczułam ze jest inaczej.
Dzięki Wam!!!
Czekam na ciąg dalszy!!!
Prześlij komentarz