12 lis 2006

Wieczorne rytuały

Nienawidzę, gdy grzejąc się wieczorem przy kominku docieram do myśli, że tam na zewnątrz jest zimno i ciemno, a konie są głodne. Owijam się kapą z kanapy i kulę na poduszce. Zamykam oczy. Delektuję się ciepłem i bezczynnością. W końcu formuję w głowie twardą myśl "nie możesz tak po prostu pójść spać, jesteś za nie odpowiedzialna", zaciskam szczęki, wstaję i rozpoczynam procedurę ubierania. Jeden polar, drugi polar, wiatrówka, czapka uszanka skutecznie izolująca mnie od pogody, jakakolwiek by nie była, rękawiczki, czasem dodatkowym szalik przewiązujący mnie w pasie, co nadaje mi charakter doskonale praktyczno-wiejski. Stoję chwilę przy kominku, by zagrzać się w tej polarowej skorupie, i wreszcie wychodzę. Od tego momentu zaczyna się uwielbiam.

Uwielbiam, gdy nocne powietrze szczypie mnie pierwszy raz tego wieczoru w nos. Uwielbiam plan, który formuje się mojej głowie w chwili, w której ogarniam wzrokiem stajnię po zapaleniu świateł. Jedna suczka na podwórko, jeść dostanie po powrocie do kojca. Druga suczka na korytarz, miska mleka, jedzenie. W tym czasie jej szczeniaki dostają chrupki zalane mlekiem. Wszystkie zaczynają piszczeć z podekscytowania. Dobrze. Jeden brykiet siana dzielony na trzy paśniki, proszę. W stajni niecierpliwe potupywanie. Siano chwytane od niechcenia, końskie uszy czekają na o wiele bardziej interesujące dźwięki przesypującego się owsa. Alchemia mieszającego się owsa, witamin, czosnku, ukrytej z uśmiechem w zbożu marchewki. Napełniam trzy żłoby od lewej do prawej. Dzięki temu Siwy dorywa się do swojej kolacji pierwszy w kącie stajni i skupia się na żuciu, a nie szczurzeniu się na Emana i Emitera. Drugi żłób jest dla Emana. Trzeci dla Emitera, który dzięki temu ma największe szanse na spokojny posiłek. Chrup, chrup, chruppppp. Po kilku minutach Eman daje pierwszy sygnał do zabawy w żłoby do wynajęcia. Jestem obok niego i reaguję, zanim odwróci głowę w stronę Emitera. Wrzucam mu do żłobu kawałki marchewki i rzucam okiem w stronę Czarnego. Jak zwykle nie spieszy się, została mu jeszcze połowa owsa. Przez kilka chwil kolejne kawałki jabłek i marchewki lądują w żłobie Emana, skutecznie odwracając jego uwagę od talerza kolegi. Wreszcie sygnał do zabawy w żłoby do wynajęcia daje Siwy i wtedy poddaję się. Chłopaki zaczynają krążyć po stajni podjadając to tu, to tam. Wynoszę jeszcze jeden brykiet siana do paśnika na błotnistym padoku, Siwy zostaje w stajni, Czarny i Eman natychmiast wybierają stołówkę pod otwartym niebem. Przytulam nos do kreciego, zimowego futra Czarnego. Odwraca głowę, zastyga na chwilę z nosem przy suwaku mojej kurtki, nie oczekuję niczego więcej, cieszę się tą chwilą jeszcze przez moment, zostawiam ich końskiemu życiu. Wracam do domu obudzona, siadam do komputera, uśmiecham się.

Brak komentarzy: