Pojechałam w niedzielę pod Kraków obejrzeć klacz Iluzję pod kątem kupna. Chciałam co prawda wałacha, ale uległam zachętom i postanowilam dać dziewczynie szansę :) Małopolanka, bardzo ładna i kształtna, gniada bez odmian, 7-letnia, szczupła i delikatna. W życiorysie kilka gonitw w Partynicach, jakaś średniej jakości stajnia, która w końcu splajtowała, a potem trafienie w prywatne ręce osób, które kupiły sześć koni hurtem z zamiarem odsprzedania czterech. Ostatni rok to pastwisko i sporadyczne jazdy, nieco zabaw PNH z poziomu pierwszego. Pierwsze wrażenie "uuuu, złośnica i cholera, wiedziałam". Wiedziałam to bardziej "tak przypuszczałam", gdyż w opisie pojawiają się stwierdzenia "nieufna w stosunku do obcych", "ambitna", "temperamentna", co uznałam za eufemistycznie zawoalowane "nie daje do siebie podejść i zwala nowego jeźdźca", "niezatrzymywalna", "cholera". Pierwsze wrażenie wynikało z tego, że Iluzja na widok swojego właściciela oddaliła się w drugi kąt pastwiska i na każdą próbę zbliżenia odchodziła, również kłusem i galopem. Cd. jutro, ale uprzedzę, że przez 80% czasu naszego spotkania byłam przekonana, że ją jednak kupię :) Wzbudziła na pewno waszą ciekawość :) CDN, obiecuję!
OK, zatem ciąg dalszy. Iluzja w końcu dała się złapać i zaprosić do siedmiu gier. Trochę robiła, o co ją prosił właściciel, trochę pojadała trawkę, generalnie spokojnie. Poprosiłam o możliwość pobawienia się z nią i zajęłam na tyle, że przestała pojadac trawkę i zaczęła zwracać na mnie uwagę. Bardzo szybko okazało się, że jest bardzo delikatna, czujna, błyskawicznie się uczy i w gruncie rzeczy chce wykonać to, o co ją się prosi. Wirujący koło uszy ss nie zrobił na niej specjalnego wrażenia, może dwa kroki w tył, pozytywnie. Po którymś cg podniosłam rękę i chciałam do niej podejść, żeby pogłaskać, i nagle schody. Iuzja się cofa, wyraźnie się mnie bojąc. OK, spojrzenie w dół, ramiona w dół, jestem mała i defensywna, po prostu sobie podchodzę. Schody, cofa się. Podchodzę do jej boku, nie wprost na nią - cofa się, odchodzi, idzie w przód, omija mnie. Boi się. Niefajnie. Po kilku próbach podejścia odwracam się i odchodzę, pociągając ją za sobą. Idzie za mną. Zatrzymuję się. Nie zatrzymuje się od razu, ale w końcu zauważa napięcie liny i staje, nie walczy. W ogóle wrażenie jest takie, że chce ulec, chce się podporządkować, ale po prostu są takie rzeczy, które ją przerastają.
OK, bierzemy dziewczynkę na linkę i idziemy do miasteczka na testowe spotkanie ze strachami. Głowa w górę, oooo rany, zostałam sama, oooo, tam jest takie dziecko, straszne na pewno. Wrasta w drogę, ale poproszona po chwili o ruch naprzód idzie bez oporów. Nie walczy, nie wyrywa liny, nie płoszy się, nie uskakuje, po prostu jest napięta, nieufna i rżąca, ale daje sobie z tym emocjonalnie radę. Nie wymagajmy za wiele, została sama i nie jest mułem. Poproszona o stój wytrzymuje chwilę, po czym zaczyna nerwowo krążyć. W drodze powrotnej lepiej, jest już spokojniejsza, choć też zdarza jej się wrastać i nie jest w stanie ustać. Generalnie wrażenie całkiem pozytywne, wydaje się dość sangwiniczna, szybko się pobudza, ale szybko się wygasza, punkt dla niej, no, może pół punktu.
OK, zatem zobaczmy dziewczynko, jak jest na twoim grzbiecie. Najpierw siada właściciel, na oklep i ze sznureczkiem na szyi. Uuuuu, jest taka spokojna? Patrzę z lekkim niedowierzaniem, ale w sumie wszystko jest możliwe. Iluzja bez protestu przyjmuje swojego jeźdźca. Śliczne cofanie, trochę gorzej z ogólną sterowalnością. Wszystko powyżej stępa to taki hectic pace, szybkie, gorączkowe kroczki. Co jakiś czas pojawia się kilka takich posuwistych, wydłużonych kroków kłusa, po czym powrót do staccato, stringendo, rapido, presto, prestissimo :) Spieszy się przed siebie, ale w sumie dość łatwo poddaje się poleceniom. Hmmm, trudno powiedzieć, co myśleć.
Siodło. Iluzja próbuje uciec od siodła jak wcześniej od człowieka, odsuwa się bokiem. Nie podoba mi się to, ale postanowiłam nie wnikać w to jakoś szczególnie. Wsiadam stopniowo, skacząc wczesniej koło niej, pociągając strzemiona w dół, majstrując przy siodle. Wydaje się dość spokojna. Stęp - cisza. Kłus - szybko i gorączkowo, wygaszam po kilku krokach, nie chcę się rozpędzać, nagradzam zatrzymania. Nie podoba mi się, nie widzę tego na luźnej wodzy. Za którym kolejnym razem Iluzja zaczyna się rozpędzać, przechodzi do trybu turbo, do galopu i zaczyna zasuwać ze mną na grzbiecie wokół pastwiska. Zabieram się z nią w półsiadzie i zastanawiam się, co dalej. Jedzie, żeby mnie zwalić przy ogrodzeniu blisko stajni? Nie, mija i rozpędza się dalej, nie bryka, po prostu zasuwa, co jakiś czas zwalniając i przyspieszając ponownie z odbiciem z zadu i rzutem głową. Zatrzyma się przy koniach? Nie. Hm, zatrzyma się na zgięcie boczne? Nie moje w każdym razie. Kładę dłoń na kłębie, żeby w razie gwałtownego stój nie przelecieć przez łeb i zastanawiam się, co dalej i jak długo tak będziemy latać. Czuję się z tym średnio, bo nie widzę w tym celu (typu "ponoszę w kierunku stajni, bo mam już dość roboty" albo "ponoszę, żeby cię zwalić"), za to widzę drewniane ogrodzenia wokół nas. W końcu wypatruję róg pastwiska w formie klina, rozwartość 30 stopni, i kieruję ją właśnie tam, spodziewając się barana na końcu. Łagodnie wyhamowuje, bez barana, chwilę stoi zdumiona, po czym zaczyna szukać wyjścia i znów się zbiera do galopu. Zeskakuję. Co dalej? Oddycham chwilę i decyduję się dać jej jeszcze jedną szansę.
Wsiadam. Bez protestów. Kręcimy się w stępie. Proszę o kłusa na kole i ósemce. Zapiera się i przyspiesza usztywniając, ale co jakis czas oddaje głowę, zwalnia, wykonuje kilka powolnych kroków. Jakby się starała wykonać, o co ją proszą. Wrażenie przedziwne, bo bardzo zero-jedynkowe. Albo sztywny, szybki i przyspieszający kłus, albo miękkie oddanie głowy i łagodność kroków, brak stanów pośrednich, przejścia z jednego stanu do drugiego co kilka sekund. Część zatrzymań sztywnych i drewnianych, a część zaskakująco miękkich, jak bym siedziała na dwóch koniach, z których jeden chętnie sie zatrzymuje i wręcz nie chce mu się latać, a drugi zasuwa bez pamięci. Dziwne.
Na koniec decyduję się jeszcze poprosić o galop na kole. Przyspieszający, trzymany przeze mnie rozpaczliwie jedną wodzą. Nie ma sensu, odpuszczam, nic tu nie wymyślę przez pół godziny, nie jestem Pat Parelli i nie siedzę na tyle dobrze w siodle, by przekazać jej bardzo spójny, spokojny komunikat. Na wyjazd w teren nie zdecydowałam się z oczywistych względów.
W gruncie rzeczy zrobiło mi się smutno. Bardzo wrażliwy koń, w stadzie ostatni i szybko się podporządkowujący, bardzo szybko uczący się i w gruncie rzeczy poddający się człowiekowi bez protestów. Dlaczego ponosi? Hipoteza nr. 1: Boi się człowieka na swoim grzbiecie i każdy szybszy chód pobudza ją do uciekania, do tego jest przekonana, że człowiekowi właśnie o taki szybki chód chodzi i stara się ze strachu zrealizować polecenie najlepiej jak może. Nr. 2: po prostu tak ma, koń na 10 w skali krótki-długi. W pierwszym przypadku można sobie wyobrazić tysiąc różnych zadań, od maksymalnego odczulania na człowieka, do kłusowania i galopowania z ziemi przy człowieku, pracy na małym round-penie, gdzie nie ma gdzie sie rozpędzić i bardzo stopniowego rozszerzania przestrzeni. Dużo pracy i dużo systematyczności, nagradzanie umysłowej równowagi i niestety, cały czas w terenie zagrożenie, że "naciśniemy guziczek" i stare przyzwyczajenia wezmą górę. W przypadku hipotezy nr. 2 nie wierzę w możliwość doprowadzenia każdego konia do 5 na skali. Coś, co jest na 10, można moim zdaniem sprowadzić na 8, może na 7, ale nie na pięć.
Innymi słowy, dla kogoś bardziej zaawansowane niż ja Iluzja jest niezwykłym wyzwaniem. Ja się nie podejmuję, bo po prostu się boję. Nawet tak śliczny i wrażliwy koń nie jest wartego, żeby stracić serce do jeździectwa w wyniku serii poniesień, upadków i złamań.
Swoją drogą, teraz mi się przypomniało, że na kursie wstęp do L2 w Gliniance był taki koń, który był pożyczony przez uczestniczkę na potrzeby kursu. Bardzo podobny - bardzo wrażliwy, bardzo szybko uczący się, nerwowy. Koń, w pracy z którym bardzo często pojawiało się "pogłaszcz", "bardzo powoli". Ona zastanawiała się nad jego kupnem. Berni powiedział wówczas "I would strongly recommend not to buy this horse", bo wymaga dużo więcej wyczucia i umiejętności niż posiada student poziomu drugiego. Co pokrywa się z moim odczuciami.
Cały wyjazd szalenie ciekawy i pouczający, warto było pojechać. Swoją drogą, pre-PNH nie byłabym w stanie tyle dowiedzieć się o koniu. Nie wpadłabym na to, by zabrać konia na wycieczkę na smyczy w ręku, nie analizowałabym pracy z ziemi, nie zastanawiałabym się, jak zachowuje się na luźnej wodzy. Teraz dla odmiany grozi mi, że nie znajdę konia wystarczająco wyluzowanego, by zaspokoić moje wygórowane wymagania :) No, ale Małgosia znalazła, znajdę i ja!
2 komentarze:
Chętnie poczytam, szczególnie,że mnie nie było niestety.Swoją drogą, pół nocy zastanawiałam się nad zaistniałą sytuacją, no ale to już napiszę w mailu:)Pozdrawiam i życzę serdecznie znalezienia fajnego towarzystwa dla Emitera:).
Aga Wó.
p.s. Nie kupiliśmy sześciu koni z zamiarem sprzedania czterech.
Jak ja szukalam to mowilam ze chce spokojnego i rozsadnego, takiego jak Mentos, tylko troche wolniej reagujacego i mocniej zbudowanego. To znajomi ze stajni mowil mi, ze takich koni jak M to generalnie nie ma (milo jak doceniaja naturalna prace:).
Ale pamietaj, ze ja znalazlam, ale nie dla siebie - dla siebie szukalabym dodatkowo konia, ktory ma wiekszy playdrive. A o spokoj i playdrive jednoczesnie to chyba troche trudno.
A moze obejrzysz mojego ulubienca -przystojniaka Marcepana? Jak bym miala szukac konia dla siebie, to bylby numerem jeden do ogladania.
Prześlij komentarz